20 grudnia 2014

Poczuć magię Świąt?

To będą pierwsze Święta Gizmola. Pierwsze prezenty. Pierwsza gwiazdka. Choinka. I Kropek. Który naturalnym prawem niemowlaka i tak skończy w paszczaku. By przynieść ukojenie swędzącym dziąsełkom.
Ale, ciii... Mama, nie mów co Mikołaj przyniesie!
Czy je zapamięta? Pewnie nie. 
To będą także Nasze pierwsze Święta. Jak je zapamiętam? To zależy tylko i wyłącznie ode mnie samej.
Ciekawe ilu osobom się narażę. Wyznając, że... nie przepadam za Bożym Narodzeniem.

Czasem sztucznej miłości. Fałszywych uśmiechów. Nieszczerych życzeń. I "wzajemnie" wszystkiego. Które i tak się nigdy nie spełnia.
Czasem nadprogramowych porządków. Mycia okien. I podłóg pastowania. Na modłę co by "mamusia" orła wywinęła. W końcu i nareszcie. Jak gdyby na co dzień czysto być nie mogło.
Czasem wylegiwania. Pilotem klikania w poszukiwaniu Kevina. Albo Szklanej pułapki. Bo kurde, znowu im się kolęd zachciało.
Czasem wręczania prezentów. Z aukcji. Przecen. I supermarketów. Chińskich podróbek. W papier szary pakowanych. Albo najlepiej w reklamówki. Żeby się nie nachodzić. Nie naszukać. Odpykać. Wyklikać. Z bani mieć. A i tak wszyscy dostaną perfumy. I skarpetki.
Czasem na >niejedztegotonaświęta< Ale wcześniej na fejsbuczka. Co by lajków nabić. I gulem skoczyć Kryśce z naprzeciwka. 
Czasem obżarstwa. I opilstwa. Bo trzeba. Bo nudno. Bo się nie odmawia. Zwłaszcza teściowej. A dupa rośnie. Bo polane. Na drugą nogę. Na trzecią. I czwarta flacha pęka. I kulas złamany. Bo tany, tany. Król parkietu niekontrolowany.

Źródło: http://www.keepcalm-o-matic.co.uk

Jestem nienormalna? Czy tylko mnie nie ogarnęła magia świąt?
Czy może dorosłam? I zauważyłam ich prawdziwe oblicze.
Dalekie od tych bajkowych...
Gdzie Mikołaj z trudem przeciska się przez komin. By ranek przywitać uśmiechem dziecka.
Gdzie nie ma znaczenia kto, komu, za ile. Ale tak po prostu. I szczerze. A jeśli nawet wcale. To nie ważne. Bo liczy się, że jesteśmy razem. 
Gdzie nie straszna dawka kalorii za cały rok przyjęta. Bo jest tradycja. I biesiada. Rodzina. I talerz dla Nieznajomego.
Gdzie nie boisz się być dzieckiem. Uwierzyć w brodacza. Nawet jeśli (znowu) przyniósł perfumy. Albo skarpetki.

Gdzie... najważniejszym jest być. Nie mieć.
Kochać i być kochanym!

No, tak sobie pomyślałam. Przy śniadaniu. Taka klasyka w świątecznym wydaniu.
I jeszcze mój ever4ever. Jedyna i słuszna pieść świąteczna. Wham! może im stopy lizać ;)


A jak Wasze przygotowania do świąt?

TOP