30 grudnia 2014

Święta, święta, a po... dupa rośnie!

To po co tyle żarłaś?!
Ale nie! Nie w tym roku. Postanowiłam nie przeginać. Nie przejadać się. Nie stękać.
Skoro nie było przedświątecznego >nierusztegotonaświęta< i fejsbuczka.
Międzyświątecznego >jedzinaczejsięzmarnuje<
To nie będzie poświątecznego >świętaświętaapoduparośnie<
Jeśli powiedziało się A. To pora powiedzieć... OK!

Jak co roku o tej porze większość z nas robi rachunek sumienia i postanawia.
Postanawiam i ja. Postanowić.
Ile z tego uda mi się zrealizować? Okaże się za rok.


Nie wiem czy byłam na tyle grzeczna. Ale jak zobaczyłam opasłe tomisko Tomczyka. Swoją drogą dałam trochę ciała, bo mogłam podpowiedzieć Mikołajowi o pakietowej przedsprzedaży dwie w cenie jednej. I e-booki do tego. Ech...
I kulinarną fotografię Armendariza. Tutaj się troszku zawiodłam. Ale jestem w trakcie czytania. I nie zwykłam oceniać książki jedynie po okładce. 
To pomyślałam, że chyba mnie kocha ten mój Mikołaj trochę. I chyba wierzy we mnie. I w to co robię. Nawet jeśli czasem przypalę. Lub rozgotuję.
Ale wiesz, że ciasta nie są Twoją najmocniejszą stroną
Wiem. Wiem. Dlatego w tym rok postanawiam nic nie spierniczyć. 
A wręcz przeciwnie.

Bastalena jakoś hula. Owsianka i K a w a się rozkręca. Przynajmniej się łudzę. I staram.
Skoro już mam w ręku bloga. A nawet dwa. To nie zawaham się ich użyć.
I postanawiam nadal pisać. Kreować. I dodatkowo (może) zarabiać. A na pewno dobrze się bawić. Testując Młodego. Na Młodym. I z Młodym.
Nie chcę zapeszać. Ale jestem w trakcie dogadywania mojego pierwszego konkursu. I nie mam na myśli tylko tego konkursu. Bo tu nadal w blokach startowych jestem.
A nawet jeśli zaliczę falstart. To się nie poddam. W końcu drobne niepowodzenia są wpisane w zawód blogera. A najważniejsze to się nie poddawać. I wierzyć w to, co się robi. Bo praca, a i owszem uszlachetnia. Ale tylko wiara...

Nie da się ukryć, że lektura Fotografii kulinarnej dla blogerów jest mi potrzebna :P
A przy owsiance. Która towarzyszyła bożonarodzeniowemu śniadaniu. Taka rozkminka.
Ale najpierw mała retrospekcja do sierpnia 2013. Bo wtenczas spotkaliśmy dawno niewidzianego kumpla Stwórcy. Zioma z ogólniaka. Takiego najlepszego z najlepszych. Statusiałego już nieco. Sztuk jeden w dowodzie. Krótka wymiana zdań. Pytań retorycznych. Zakończonych: powodzenia, szerokości...
No, i przychodzi Stwórca i oznajmia, że znowu się spotkali. W Wigilię. Pod fotografem. Wymienili imionami. Pochwalili fotkami. Synów. Stwórca sztuk jeden. Kolega, duetem.
I tak mi się przypomniało, że jak w tamtym roku się niby przypadkiem natknęliśmy na siebie. Po miesiącu różowo było. A po dziewięciu niebiesko.
Hmm, Archanioł Gabriel w ludzkiej skórze?
Jeśli tak... to tym razem proszę o dziewczynkę!
Takie postanowienie :D
TOP