19 stycznia 2015

Paradoks każdej matki

O, ironio!
Najpierw uczysz. Siadać. Chodzić. Mówić. 
A kiedy otrzesz pierwszą łezkę wzruszenia. I zwiniesz szczękę z podłogi.
Zaczynasz żałować.
I modlisz się. By przestał choć na moment. Gadać. Wyć. I posiedział chwilę. W bezruchu. Po cichu. 
Gdzie leziesz?! Nie dotykaj! Po co to ruszasz?!
Zapomnij!
Odbezpieczyłaś bombę!

Ja, MAcanTKA i Zębolove

Objawił się niczym pierwsza gwiazdka. Zwiastując spokój całemu domowi. A przynajmniej mi.
Zaszczycił nas swoją obecnością w Wigilię. CUD(ownie)! 
Co mogę powiedzieć? Że może w końcu się wyśpię. Bo od czwartego miesiąca nieustannie wyczekiwany. Dawał się we znaki. Najczęściej nocami, o zgrozo! Długimi. Nieprzespanymi. Przepłakanymi. Z miłości bezsennymi. NOCAMI!
Ileż to się nabujałam. Nanosiłam. Nasmarowałam. Namasowałam. 
Niejednokrotnie gwoździa przybiwszy na zaślinionej podłodze. Skąd Stwórca zwłoki me zbierał rankami.

Źródło: internetowa czasoprzestrzeń
Aż w końcu mam Cię! 
Święta. Święta. Paszcza rozrośnięta. 
Synu! Nie mogłeś zrobić mi piękniejszego prezentu. <serduszko>
A Stwórca, wyskakuj z flaszki! Należy się. W końcu pierwszy ząbek wypatrzyłam!

Do siego (k)roku!

Po świątecznej rozpuście. I obgryzanym biuście. 
Czas hulanek i swawoli.
Był dylemat. Domówka? Czy Pietryna? Zabierać? Czy z dziadkami wytrzyma? Teraz już wiem. Na Sylwestra z niespełna rocznym (wciąż) ssakiem. Zombiakiem. Polecam SOR! 
Dla zwolenników domówek, duża biała sala. Obsługa jak w Grantce dla ę ą wielbicieli bali i lokali. Krzysiek na ścianie zawodzi do tańca. Catering w postaci paracetamolu. Nie, to nie pochodna alkoholu. Niestety.
I od razu wchodzicie w Nowy Rok...

Z przytupem. Bo tup tup. Za rączki. Stanął od tej gorączki. I już mu tak zostało. A mnie łup, łup. W krzyżu.
Prawą jedynką. Bo do tanga trzeba dwojga. I wzorki na sutkach ciekawsze. Że nie wspomnę, że krwawsze.
I odpornością na HHV-6. Wyguglujcie sobie, kto ciekawy.
A Trzech Króli Gizmo był przepełzł. Jak Rambo. I po co Kropki, się pytam, się? Do kosza hule kule, maty sraty! Jak w przód pognał za lewym klapkiem Taty. Taka zabawka! 

I ciągle ga-da nienażarty 

Kiedy z paszczy płyną słowa. Uderzają z pierwszą mocą... Ryczysz. 
Bo ciągle tylko MA-MMA. I ma-mma.
Ale zastanowiłyście się kiedykolwiek co oznacza pierwsze ma-ma?

- Kochanie! Co mu jest? Czemu on znowu płacze?
- Mamo, jak Ty z nim tyle wytrzymałaś? On nie kuma co do niego mówię. I nie ma cycków!

Ile razy byłyście adresatką pierwszej wypowiedzi?
No właśnie. 
A teraz przypomnijcie sobie ile razy buzia waszego dziecka rozdziabiła się w szelmowskim uśmiechu a'la Krosny. Tak, tego z reklamy. O, cycki przyszły.


I wszystko jasne. Pierwsze mamma, to nic innego jak wołanie małego głodomora.
Tym bardziej, że zaczyna je aaaM... Mamma. I gały patrzały w bimbały.
Dawaj cyca!

Plus dla matki. Wciąż najlepsza usypianka. Jeden w paszczę. Drugi do ręki. I nawet Aaa, kotki dwa nie są potrzebne. Tym bardziej, że matce słoń na ucho nadepnął. I zleźć nie chce.

Tak oto Gizmolove podsumował osiem miesięcy. Za co dziadkom należą się podziękowania. Szczególnie za ten nadszarpnięty grzbiet.

A jak było  u Was?

TOP