1 stycznia 2015

New Year's Eve Night Fever

Gorączka sylwestrowej nocy opanowała wczoraj wszystkich. Jednych mniej. Drugich bardziej. 
Gizmolove po raz pierwszy w swoim życiu też dołączył do grona balowiczów. 
Tyle, że on wziął to stwierdzenie dosłownie. Zbyt dosłownie. 
Na fejsbuku ponad trzystu znajomych. A ja w Sylwka pędziłam na SOR. 
39,9 w skali Celsjusza. Prawie jak na promocji z Carrefoura. Niestety bez możliwości wymiany. A tym bardziej zwrotu.

A plany mieliśmy zupełnie inne. Uniejów. Termy. Wymoczyć tyłki. Zaciągnąć siarki. Dla odmiany z wody basenowej. Nie wiem tylko w co Matka wsadziłaby swoje cztery litery. I upchała trzecią fałdkę. Bo Tesca i inne sreska nie posiadają w zimowej ofercie... kostiumów kąpielowych. Czemu! Czy człowiek nie może wymoczyć sobie tyłka zimową. Grudniową. Sylwestrową. Noworoczna porą. Ja się pytam, się?! 

Gorączka rozpalająca ciała. Na facetów to działa. W linii prostej zwłaszcza. Jeden robi się chory. To zaraz wszystkich febra bierze. Bo Stwórca od razu zaczął paplać farmazony. Mysza, co mu jest? 
Mnie zaraz gul zaczął skakać. I palpitacje sięgnęły zenitu. Ej, człowieku ogarnij się. To tylko gorączka! Ale niestety lekarstwa na syndromu statusiałego Stwórcy. I nadgorliwego Teścia. Nie wiem co gorsze. Jeszcze nie wynaleziono. No, chyba że znana każdemu terapia wstrząsowa. Ale ją postanowiłam zostawić jako ostateczną ostateczność. 

I teraz napiszę coś co może powalić każdego. Każdego kto choćby raz był w szpitalu. Na ostrym dyżurze. Miał przyjemność rejestracji. W okienku. Po peselku. Szczególnie w sylwestrową noc. Kiedy patrzą na statystycznego Kowalskiego jak na Rambo- Ostatnie starcie. Który miał czelność odpalić tę racę. A potem? Ręka? Gdzie jest ręka? 

No... Jestem już przy tym okienku. I...

Pierwszy ZONK! Jestem pierwsza. Zdębiałam. Przez chwilę poczułam się jak w Pielęgniarkach. Albo Lekarzach. Nie daj Boże, w jakiejś noworocznej ukrytej kamerze. Zaraz pewnie wyskoczy Krzysiek Ibisz i z uroczym uśmiechem (wciąż) osiemnastolatka przeprowadzi ze mną wywiad. Ale kątem oka na wywalonej plazmie zauważyłam, że pozdrawia z Wrocławia. Więc ogarnęłam się. I myślę. Śnię dalej. Tylko się nie obudź, Matka!

Bo drugi ZONK! Pan z okienka okazał się nie być straszliwym lordem Voldemortem. Łypiącym jednym okiem bazyliszkiem. Rządnym mej krwi hrabią Drakulą. Plującym jadem. I wczorajszym obiadem. Że musi te papiery wypełniać. Dane wpisywać. Bo się jaśnie państwu pesel zachciało nadawać. Jakby do osiemnastki nie można było poczekać. A ty teraz siedzisz, chłopie, i piszesz. Imię. Nazwisko. Bo Matka nadal zwija szczękę z podłogi.

I ZONKuje po trzykroć! Kiedy okazuje się, że plecami już Siostra dziecko z rąk wyrywa. 
Zaraz mi się prababcia przypomniała. Kiedy to z Młodym na pierwszą wizytację pojechaliśmy. Stwórca ledwo co próg domostwa przekroczył. To już zgrabnym karatem był powalony. Obezwładniony. Babcia za nic mając nowoczesną technologię. I przepisy ruchu drogowego. Gizmola spragniona. Prawnuka po pierworodnej córce. Najstarszej, acz ostatniej w pieluchach wnuczce. Dopiero moje, On jest pasami spięty. Przemówiło. I zebrawszy w międzyczasie szczękę Stwórcy z futryny. Odparłam atak. To babci... 
To Siostry. I tyle po nim widu. Bo słychu na cały korytarz. Że nawet zdezorientowany Krzysiek we Wrocku sprawdzał, czy aby północy nie przegapił. Bo syreny ryk dały w niebo głosy.

Czwarty ZONK! Obawiałam się go najbardziej. Lekarz. Już widziałam oczyma wyobraźni jakiegoś nawiedzonego małolata zaraz po studiach. Bo w końcu Nowy Rok. Stare zasady. Co się stare wygi przemęczać będą. Zaraz się dowiem, jaki to on uczony nie jest. Ile to rozumów nie pozja(r)dał. Tylko sobie zapomniał zostawić. 
Ale znowu miłe rozczarowanie.! Zza biurka łypie sympatyczna starszawa Pani. Już mi lepiej. Szybki wywiad. Szybki przegląd. Wstępna diagnoza. I na wszelki wielki wypadek małe ukłucie w paluszek. Co by mieć pewność na 200%. Że wycieczka na SOR była tylko potwierdzeniem matczynej racji. Jak zawsze jedynej i słusznej, he!

A syropek profilaktycznie. I paracetamol. Żeby w końcu pod ręką był. 
Bo nawet taki twardziel jak Gizmo gorączce sylwestrowej nocy ulega. Szczególnie gdy pierwszy ząbek stary rok żegna. 


TOP