21 stycznia 2015

O sobie samej... czyli dramat w pięciu aktach

... pisze się najtrudniej. Narcystycznie? Snobistycznie? Skromnie?
Najlepiej szczerze.
Wiecie już, że lubię naleśniki. I czekoladę. Nie pogardzę dobrą kawą. I wierzę, że kiedyś spotkam Freda.
Kocham Gizmo. I Stwórcę.
Ale co kocham w sobie? Za co się cenię? I dlaczego?
Narcystycznie. Snobistycznie. Ale szczerze... 



Podobno pewne cechy charakteru są nam nadawane w momencie narodzin. To ja zapewne z mlekiem matki wyssałam przesadne zamiłowanie do porządku. O czym notorycznie przekonuje się Stwórca. Z którym prowadzę walkę. Dobra ze złem. Wenus z Marsem. Albo raczej z wiatrakami.
Starając się udowodnić, że miejsce skarpetek jest w pralce. A nie obok łóżka. Bo wojna dawno się skończyła. A broń masowego rażenia miejsce w muzeum co najwyżej ma.
Że jak przemieli w paszczy. Odkrztusi. Beknie. Na zdrowie! Ale do jasnej cholerki(!) do zlewu niech trafi. A nie zostawia obok. Że wody by chociaż nalał. Ale gdzie tam. A potem męcz się, niewiasto, z patelnią. Następnym razem przez łebsko dostanie. To może popamięta.
Krótko mówiąc, jestem zołzą ;)

Pewne cechy kształtuje otoczenie, w którym przebywamy. Teraz pokłon w stronę Stwórcy. Dzięki, któremu z zakupów nie wracam z kolejną parą niebotycznych szpilek. Mimo, że posiadam zwinność gazeli.
Kolejną bluzką. Która po pierwszym praniu podzieliłaby los swoich poprzedniczek. I zgrabnym ruchem powędrowała na dno szafy.
Kolejną torbą. Bo przecież buty lubią doborowe towarzystwo.
Oszczędność. Ma się rozumieć, w granicach kobiecego rozsądku ;)

Podobno charakter człowieka zmienia się co siedem lat. Bo jak inaczej wytłumaczyć osiedlenie w krainie dnia polarnego. Gdzie latem sen nie morzy. Magnetycznego tańca na niebie. Potocznie zorzy. Rejsów Hurtigruten. Wśród fiordów Morz Północnego. Rudolfa. I przysmaku jego, chrobotka reniferowego. Wysublimowanych smaków to kraina. Łososiem płynąca. To stokfisz. I lutefisk. Kuchnia salmiakiem pachnąca. Czipsy z dorsza. Farikal. Potrawa z owczej głowy. Aquavita. Stek z łosia. I fok połowy.
Chwilowe zaćmienie umysłu? Czy chęć poznawania. Eksplorowania. Zwiedzania. Trochę taki smakosz-włóczykij ze mnie ;)

Hmm... Lubię sobie czasem pogadać. Jak każda zdrowa baba. Jeśli nie przeszkadza Ci forma monologu. O czworonogu. Zombiaku. I zupkach.
Co u Ciebie słychać?
A wiesz. W sumie dobrze. Kupa dzisiaj była. Wiesz, strachu się trochę najadłam. Bo bananem napasłam. I tak czekałam. Czekałam. Ale się doczekałam. Uff!!! Kamień z serca. I trochę taka niewyspana jestem. Jedynki idą. Wiesz jak jest. Spać nie dają. 
Ale ja pytałam co u Ciebie?
Zapomniałam dodać. Mam specyficzne poczcie humoru ;)

A najbardziej lubię moje różowe okulary. Bo świat przez nie widziany jest znacznie piękniejszy!
I tego się trzymam.



TOP