2 lutego 2015

O tym jak zmieniłam podejście

Dzień dobry Wam w poniedziałek! 
Przywitałam z uśmiechem na twarzy. Nowy dzień. Nowe miejsce. Nowe podejście.
Zupełnie nie polsko. Zupełnie nie patriotycznie. Zupełnie... inaczej.
Bo co? Bo jak poniedziałek to już musi być nos na kwintę? To już musi być źle? I niedobrze?
Skąd się w nas bierze ten ciągły pesymizm? To wrodzone narzekanie. Że nawet jak jest dobrze. To musi źle. Bo tak jest lepiej. W szeregu. Lepiej nie wychylać się. 
Postanowiłam to zmienić. I zaczynam od siebie. Od dzisiaj. Od poniedziałku.
Tak, właśnie! 

Nie wiem co będzie za rok. Baa, co może mnie jutro spotkać.
Nie wiem gdzie będę pracowała po urlopie. I czy w ogóle. Być może będę już kokosy na blogu zarabiała. Buhahaha!
Nie wiem czy Gizmolove będzie miał braciszka czy siostrzyczkę. Czy może polecimy hurtem i pakiet na raz pykniemy. Bo Stwórca naznaczony.
Nie wiem?

Skoro na pewne rzeczy nie mam wpływu. Pewnych rzeczy nie zmienię. Bo nie mam takiej mocy. To po co martwić się jakimś tam poniedziałkiem? Przecież to tylko dzień. Kolejny w kalendarzu. Jak każdy inny. No, może tylko gorzej się wstaje. Ale w czym gorszy od takiego wtorku, czwartku czy soboty?

Dobrze Ci powiedzieć!
Bo nie masz kredytu we frankach na lat 30! Ano, nie mam.
Bo nie musisz nakarmić trójki dzieci z głodowej pensji! Ano, nie muszę.
Bo nie zastanawiasz się czy Ci starczy do pierwszego! Ano, nie zastanawiam.
Bo nie.... Ano, nie.
Co nie oznacza, że nie mam problemów. Ano, mam. Tylko może inne. 
Ale zamiast tak siedzieć i biadolić. Postanowiłam to zmienić.
A jeśli nie mogę zmienić pewnych spraw...
Postanowiłam zmienić podejście do nich.

Tak właśnie!


A Wam jak się dzisiaj wstało?

pozdrawiam, bastalena

TOP