26 lutego 2015

O cyckach. I o mózgu czyli lepiej zapobiegać niż leczyć

Źródło: iqkartka.pl

Od dziewięciu miesięcy cyckuję. Uważam to za cud natury. I błogosławię. Nie tylko ja. Moje biodra też!
Ach, zapomniałabym. Bo faktycznie już dawno zapomniałam co to budzik. Na alarm w komórce też nie reaguję. Za to funkcja porannego ciamkania odpala się punkt szósta. I kurde, nie da się przestawić. Wyspać. Nawet o dziesięć minut. Ale chociaż podgrzewać nie muszę. Stąpając po zimnej od kafelków podłodze. Brrr... Bo wprost z dystrybutora chlipie.
A ja myślę wtedy. O co kaman z tymi bimbałami?
Jakto Matka.

Dzieci przychodząc na świat, przynoszą szczęście. Ćwiczą nas w cierpliwości. Dzieci przychodząc na świat, zmieniają wszystko. Dając nam najlepsze lekcje życia. Ever...

Hasła typu...

Za to nie łap! kiedy gna do wczorajszej skarpetki Stwórcy, dumnie sterczącej przy łóżku, definiującej prawdziwego faceta
Uważaj! kiedy po raz enty kabel od laptopa, wydaje się być ukojeniem na dziąsła, aż w końcu laptop pada
Tego nie rusz! kiedy obierki z kosza kuszą lepiej niż talerz z owsianką, który z reguły do dna matka wylizuje
Nie jedz tego! kiedy ze smakiem pochłania celulozowego snickersa z piątej strony sklepowej gazetki

... powtarzane jak mantra. Stają się porządkiem w dziennym rozkładzie jazdy. Jazdy bez trzymanki.
Bo Gizmolove już skumał. Wszystko chce dotknąć. Zobaczyć. Polizać. Zjeść. Ściągnąć. I znowu polizać. Czasem połknąć. Nieraz zwrócić. Ale zawsze chce. Musi. Mieć. I z reguły cel osiąga.

I wtedy wchodzę ja

Ja i moje cycki. Ja i mój mózg.

Bo prawdziwa matka oprócz cycków. Wszystko wiedzącej "mamusi". Lepiej wiedzących koleżanek. I niewiele wiedzącego chłopa. Powinna posiadać mózg. Najlepiej swój. I najlepiej taki, który nadaje na UKF. W kontekście ostrożności. Ale odwrotnie proporcjonalnie ma się do wiedzy. Którą berbeć natenczas zasysa wszystkimi możliwymi receptorami. I tymi niemożliwymi do ogarnięcia dla matczynej percepcji też.

No chyba, że taka matka chce wychować kalekę. Pipę. Społecznie nieprzystosowaną istotkę. Patrz na mnie. Nie rusz mnie. Ojj, to boli. I całe życie dupę podcierać. OK. Jej sprawa. Jej kaleka. Jej pipa... etc.

I chociaż moje cycki niejednokrotnie krzyczały. Stój! Nie dotykaj! Uważaj...! Zabraniały. Zabraniają. I pewnie jeszcze nie raz zabronią. Kazały szorować jęzorem podłogę. Albo z uporem maniaka i gracją pink Freda latać z odkurzaczem dwa razy dziennie. Bo że niby khy, khy kłaczek. To stojący w opozycji [zrozummy się, zdroworozsądkowy] mózg uczy różnych zakazanych. Wywołujących palpitację serca. Rzeczy. Świata. Życia.

Skąd wiem?

Bo sama nie raz przywitałam potylicą kafelki. Bo najlepsze truskawki to, te prosto z krzaczka. Kiedy ziemia zgrzyta między zębami. A bateria ma cierpki smak. Bo żeby złapać zająca. Trzeba się puścić. I przekonać, że jednak jest szybszy. Ale za to można pochwalić się wypasionym siatkarskim padem.

Bo jak nie wytłumaczysz. Nie pokażesz. Nie ostrzeżesz. To cały czas będziesz drżeć. Utulać. Przytulać.

I dupę podcierać.

* * *

Czemu o tym napisałam?

Bo miało być z przymrużeniem oka. Moralizatorsko. A wyszło jak zawsze. Czyli do bólu realistycznie. I na pogotowiu. Bo po stokroć wolałabym sobie łeb przy samej dupie tępym noże urżnąć. Niż patrzeć na to, co już odzobaczyć się nie da. Wierzcie mi! Raz jeden człowiek nie zdążył. Wytłumaczyć. Pokazać. Ostrzec. Hyy... gorące! W porę za rączki chwycić. Bo jest tylko człowiekiem. Matką. Ojcem. A dziecko jest tylko dzieckiem. Ciekawym. Szybszym. Niezdarnym. A potem się gryzł człowiek z myślami. I przypominał tę pieprzoną pierwszą pomoc na wypadek oparzenia.

Reasumując. Gizmolove piątaka przybije. Na szczęście. A lekcja nr 1 Matce beret zryła. Na całe życie.

pozdrawiam, bastalena

TOP