6 lutego 2015

Sęty(za)męty czyli jak pozbyć się... chłopa z łóżka

W szafie każdej kobiety znajduje się ciuch, z którym za żadne skarby nie chce się rozstać.
Niebotyczne szpilki, który symbolizują jej młodość i zwinność gazeli. 
Ostatnie bikini, którego nie oszczędził owoc lędźwi. 
Bardzo drogie spodnie, które przeminęły z nieubłaganą modą. Ale spokojnie czekają na swój come back.
Kobiece skarby. Starannie dobrane. Pięknie utrzymane. Niezastąpione. 
STOP! Nie ma rzeczy niezastąpionych.
Uświadomiła mi to przeprowadzka. Upchanie roku naszego życia w mikrautko. Bagaż dwadzieścia kilo. I bardzo mało miejsce na... sentymenty.


Znalezione. Niekradzione. Z internetowej czasoprzestrzeni.

Łapka w górę, kto robi wiosenne i jesienne sprzątanie szafy?
Spoko. Ja też należę do tej drugiej grupy.
Nigdy mi ono do większego szczęścia potrzebne nie było. Dwa proste ruchy. Posuwisto- zwrotne. Ewentualnie góra- dół. W zależności od następującej pory roku. I porządki uważałam za zakończone.

Sprawa się rypnęła w momencie zaciążenia. A pogłębiła z chwilą urodzenia. Brzuch, którego już nie było. A raczej to okropieństwo, które po nim zostało. Uświadomiły mi, że kiedy miałam tę bluzkę ostatnio na sobie. Dużo lepiej w niej wyglądałam. Bo się przynajmniej dopinałam. I nie świeciłam... oczami.

Ale ostatnio. To kiedy?

Jeśli też zadajecie sobie to pytanie, patrząc na sukienkę, która pamięta czasy liceum. To niechybnie czeka ją miejsce w muzeum. A już na pewno w worku z napisem Caritas. Lub innym wspomożeniem wiernych.
Ciąża i tym podobne reakcje. Mniej lub bardziej odwracalne. Ale siejące spustoszenie na naszym organizmie. Powinny być głównym motorem napędowym do <pozbądź się tego w końcu ze swojej szafy>

A teraz, kto chociaż raz w swoim życiu doświadczył koszmaru przeprowadzki?
No, tak jak myślałam. Studia się kłaniają. Albo (przymusowa) emigracja.
Mnie spotkało jedno i drugie. I za każdym razem kończyło się tak samo. Bagażem doświadczeń. Zbędnych kilogramów. I klamotów. O ile te pierwsze są cenne. Nawet bezcenne. I dobrze wykorzystane, mogą procentować w przyszłości. O tyle klamoty pozostaną zawsze klamotami. Zmieniającymi tylko miejsce. Ale zagracającymi wciąż nasze mieszkanie. I życie, niestety.

Najlepiej raz, a dobrze!

Z odgracaniem życia. Nie mylić z odgradzaniem. Może nie jest tak łatwo. Ale tylko pozornie. I zajmę się tym kiedy indziej. To z gratami sprawa jest beznadziejnie prosta. Pamiętasz rzeczy... których już nie używasz. Stale tylko przesuwasz z kąta w kąt. Bądź mózg przestał rejestrować ich istnienie na erze lambadówki. No właśnie! Szast. Prast. I pozamiatane.
A nie mówiłam, że szybko nam pójdzie.

Przyznać się, kto jest sentymentalny?
O, kurde. Aż tak!
Myślałam, że notatki ze studiów będą wyciskać łzy z mych ślepi. Jednak zastąpiła je rzecz. Zupełnie niepozorna. O którą nigdy bym się nie podejrzewała. Gizmolove łóżeczko. Ruszyło. Skruszyło. Serce. Matki, która gniazdo wiła. A teraz ma je oddać na śmietnik zapomnienia. No way!

Kiedy łoże staje się łóżeczkiem

Więc dryfował Stwórca po bezkresnym fiordów oceanie. A łóżeczko razem z nim. I przypłacił to kilka nocy temu wyjściem z siebie. A potem z sypialni. Bo się okazało, że matka rozpuściła. Przyzwyczaiła. Na przekór ciotkom. I wszystkim tym, co wiedzą lepiej. Łoże małżeńskie dziwnym zrządzeniem losu łóżkiem rodzinnym się stało. I Gizmolove teraz spać nie daje. To znaczy komu daje. To jej. A komu nie. To się z kanapą przeprasza. Nie pierwszy. Nie ostatni. Ot, sentymentalnie ;)

A Ty jak radzisz sobie z zamętami szafy. Domu. Przeszłości?
Uprawiasz nałogowe zbieractwo czy żyjesz chwilą?

TOP