29 marca 2015

I want. I can!


Ostatnio pisałam Wam o tym jak trudno jest zdobyć wiernego fana. Wymaga to nie lada wysiłku i cierpliwości. Ale i pomysłowości. Jedną z form pozyskiwania czytelników jest aktywizacja poprzez udział w różnego rodzaju akcjach, eventach, wyzwaniach oraz organizowanie takowych przedsięwzięć.
W marcu udało mi się jedno i drugie. Czyli wzięłam udział w kreatywnym projekcie Wielkanoc na polskich blogach. Ale także zrealizowałam moje pierwsze wyzwanie blogowe, Wiosna stawia Ci wyzwanie czyli pięć dni do lepszego samopoczucia [w tym miejscu chciałam szczególnie podziękować Kamilowi za wpis gościnny na temat aktywności na świeżym powietrzu (klik) oraz Uli z bloga Sen Mai za wsparcie mentalne].
Technicznie marzec upłynął mi na wizualnym ogarnięciu bloga. I teraz jestem z niego (prawie) zadowolona.
W głowie siedzą już pomysły na kwiecień. Oto one.

Dwa projekty zaprzątają myśli me od wczoraj. 
Pierwszy z nich związany jest z samorealizacją, motywacją oraz wyrabianiem w sobie systematyczności. Zgapiłam go z bloga Mamusiowato i postanowiłam się do niego przyłączyć.  
Założenie jest dziecinnie proste. Pierwszego dnia każdego miesiąca spisuję się cele na dany miesiąc. Następnie się je zrealizuje. By finalnie ostatniego dnia tegoż miesiąca pochwalić się wynikami. Banalne, nieprawdaż? ;)

* * *

Do drugiego projektu chciałabym zaktywować którąś z Was. Wiem, że święta za pasem. I teraz pewnie myślicie o żurkach i mazurkach. Ale co powiecie na wspólne kwietniowe wyzwanie blogowe? Razem zawsze raźniej ;) Jeśli pomysł się podoba? A w głowie kołaczą się już jakieś pomysły na wpisy blogowe? Dawajcie znać w komentarzach lub na bastalenowym fanpejdżu [do końca tego tygodnia].
Czekam na Was!

* * *


A teraz trochę o blogu i drobnych kosmetycznych zmianach.
Co mi się udało :)

Po pierwsze. Zrobiłam banerek. Taki prosty na początek. Ale cieszę się, że nie poszłam na łatwiznę i nie zleciłam jego wykonania nikomu. Nie ukrywam, że korzystałam z porad Beaty, bo jak do tej pory moja znajomość PicMonkey ograniczała się do podstawowej edycji zdjęć i kolaży.

Po drugie. Zainstalowałam rozwijane menu oraz "Podobne posty". To natomiast z pomocą Karoliny i jej poniedziałkowego cyklu porad blogowych.

Po trzecie. Uporządkowałam pasek boczny. Chociaż do stuprocentowego zadowolenia jeszcze długa droga. Co prawda zredukowałam ilość przeszkadzajek i zaczepiajek. Część przerzuciłam na stopkę bloga. Jednak nadal walczę z tym co chciałabym mieć na pasku/ co powinnam mieć/ a co bezwzględnie być musi. I sama nie wiem. Help!

Po czwarte. Prawdopodobnie jestem jedną z nielicznych, której jeszcze na nim nie ma. Nie pierwszą, która się waha. I nie ostatnią, która zawraca głowę hasłem, czy warto? Instagram. Kojarzy mi się ze słit fociami i permanentną inwigilacją, trochę na własne życzenie. A może się mylę? Pomożecie mi ogarnąć fenomen tej aplikacji?

Po piąte. Disqus or not Disqus? Czyli kolejne pytanie o użyteczność. Tym razem platformy do komentowania. Im więcej o niej czytam, tym bardziej się do niej przekonuję. Konto na nim mam. Poza tym większość blogów, które odwiedzam, posiada ją. Ślad w postaci komentarzy zostawiam [nielicznych, ale pracuję na tym też]. Jednak co z lubisiami, którzy komentują poprzez blogera? Utrudnię im życie czy raczej nie wpłynie to na nasze dotychczasowe relacje? Znana blogerka vs. wierny czytelnik. Buhahaha!

* * *

Co prawda dziś nie ostatni. Ale już tam, niech stracę i od jutra zacznę.

1. Pora odkurzyć adiki i... do biegu. Gotowa. Start!
2. Jak już wpadłam między te wrony... Z lekkim poślizgiem zabieram się za norweski. Muszę!
3. A dla zdrowia i urody, poranny łyk wody. Albo domowej roboty smoothie.
4. Otwieram się na nowych czytelników. Przybywajcie ;)

Tym jakże optymistycznym akcentem zostawiam Was, życząc fantastycznego weekendu. Trochę przykrótkiego. Ale słonecznego. Pomyślcie. Do lata coraz bliżej. Muaaa!

pozdrawiam, bastalena
 
TOP