27 marca 2015

No name. No fame czyli jak nie pisać do zimnego kotleta


Założenie jest proste. Pisać. Kreować. Blogować. Nieść się na fali fejmu. Mieć rzesze fanów na FB. I tysiące UU na blogu. Opływać w luksusie. I pozować na ściankach. Każdy by tak chciał. Chciałabym i ja. Istnieje tylko jeden mały drobiazg. Jak? 

Stwórca pracował, a ja się nudziłam okrutnie. Ileż można sprzątać?! Szorując paluchem po touchpadzie, natrafiłam na konkurs, "Moje smaki". Zaczęłam pisać. Zupełnie spontanicznie. Mniej więcej po tygodniu zdecydowałam się opublikować... wpis na blogu. Ostatecznie w konkursie nie wystartowałam. Jednak materiał się nie zmarnował. Posłużył mi jako zaczątek bastaleny.

Takie to były początki. Bo później było już tylko gorzej. Uparłam się na tego bloga jak szczerbaty na suchary. I pisałam bez opamiętania. Pisałam. Gotowałam. Cyk focia. I opublikuj. A Stwórca tupał nogą, bo głodny. Nie rusz tego. To na bloga. Jeszcze chwila. Jeszcze momencik.Twoje jest tam. Zimne. Bo bloger zawsze je zimne. Ech...

Cieszyłam się jak głupia. Początkowo czytali. A jakże! Mama czytała. Ciocie czytały. I wszystkie koleżanki polubiły na fejsie. I co z tego? Cały czas czegoś mi brakowało. Na domiar złego po pewnym czasie okazało się, że koleżanki się nasyciły. Wręcz przesyciły. Stałam się jedną z wielu powielających się blogerek. Powtarzających się. Nudnych jak flaki z olejem. A takich się nie czyta! Takie piszą do kotleta. Chlipią w samotności. Zastanawiając się, co robią źle?!

* * *

Po pierwsze. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie. Po co chcę to robić? I zacząć to robić. Wychodzę z jednego prostego założenia. Żeby się przekonać. Trzeba spróbować. Po drugie. Przyswoić kilka prostych zasad blogowania. Których Ci nie zdradzę. Po trzecie. Uświadomić sobie, że...

Bloger bez znajomości jest jak bez ręki. Da radę przeżyć. Ale mistrzem klaskania nie zostanie.

To z Kominka. Kto czytał. Ten wie. A kto nie czytał. Niechaj szybko nadrobi braki. Jak dla mnie to clue całego blogowania. Możesz być mistrzem ciętej riposty. Na wskroś skrupulatnym obserwatorem świata. Z najładniejszym banerem głównym. Kontami na Insta i tych wszystkich innych spinkach. Ale bez nich jesteś nikim. W blogowym świecie liczą się jak nigdzie indziej. Czytelnicy. Fani. Wkrótce znajomi. Nie da się ot, tak. Pstryknąć w palce i już. Pojawią się. Zaczną czytać. I uwielbiać. Na publikę należy sobie zasłużyć. Publikę należy w sobie rozkochać. A następnie utrzymać. W tym cały ambaras.

O tym jak ciężko jest zdobyć pierwszego fana, wie każdy początkujący [piszący do kotleta] bloger. I mówiąc fana, nie mam na myśli pociotka, który polubił Twój profil, bo otrzymał zaproszenie na fejsie. Fan to ktoś kto bierze się znikąd. Nagle się pojawia. A potem regularnie odwiedza. Komentuje. I chce Cię więcej! Ktoś kto potrafi powiedzieć. Super się Ciebie czyta. Ale umie też konstruktywnie wyrazić swoją opinię. Jeśli się z Tobą nie zgadza. Ktoś kto nie klepie tylko po głowie. Ale potrafi też w nią palnąć. I w dobrej wierze krzyknąć. Weź się ogarnij, człowieku!

Jak zdobyć swojego wiernego fana i nie doczekać się blogowej śmierci?

Gdzie takich szukać? Wszędzie! Jednak najprościej w sieci. Czają się w domach schowani za monitorem tak jak Ty teraz. Siedzą. Wyszukują. Czytają. Komentują. Blogują. A nuż trafią właśnie na Ciebie. Na Twój blog. Albo i nie. Dlatego też nie najważniejszym jest pytanie gdzie? tylko jak? 

Pierwszy krok już zrobiłaś. Zaczęłaś pisać. Piszesz fantastyczne teksty. Wkładasz w nie serce. Masz łeb na karku. I jedyny, niepowtarzalny w swoim rodzaju styl. Słowa leją się potokiem. Uderzając z wielką mocą. Niby wszystko jest zajebiście. Ale cały czas coś jest nie tak. Już Ci mówię co. Pisanie to tylko część blogowania. Nie chowaj się za literkami i klawiaturą. Wyjdź do ludzi. Jak mają Cię czytać? Skoro nie wiedza o Twoim istnieniu. Daj się zauważyć. Daj się poznać. Daj się polubić. Oczywiście nie oznacza to, że masz się stawiać na wszystkie branżowe imprezy i szczerzyć na ściankach. Bądź aktywną częścią blogosfery. Pamiętaj! Dobry bloger nie może być bierny. Dobry bloger nie może być samotnikiem! A większość początkujących blogerów na tym się właśnie wykłada. Większość blogerów skupia się na pisaniu. Na wyrabianiu. Na dopieszczaniu. Zapominając o tym, że dobry bloger buduje więź z innymi. Pisze. I czyta [innych]. Mówi. I słucha [innych]. Akcja. I reakcja. Jak w życiu. Zostawiaj po sobie ślad w postaci interesującego komentarza [ale nie spamuj!]. Sprawiaj, by chciało się do Ciebie wracać. Tylko w ten sposób nawiążesz bezpośredni kontakt z czytelnikiem. Część tych osób zapewne trochę z ciekawości, trochę ze strachu [przed potencjalną konkurencja ;)] zwrotnie zajrzy z re-wizytą. Może nawet skomentuje. I o to właśnie chodzi! O akcję. I reakcję. Jak w życiu ;)

To proste. Pisz! Odwiedzaj! I jeszcze raz komentuj! Pamiętaj. Inaczej się nie da.

* * *

Aha, pozostaje jeszcze... przyswoić resztę zasad blogowania. Których Ci nie zdradzę. Ale wiem, kto pomoże. Straciłam rok na bujanie się. Dreptałam w miejscu. Chodziłam po omacku. Aż tu nagle pojawiła się ona. Ze swoim kursem. I wyrwała mnie z blogowego marazmu. Ula z bloga Sen Mai.

pozdrawiam, bastalena
 
TOP