7 kwietnia 2015

To co nasze jest najlepsze, bo to nasze jest

superfoods

Siedzimy sobie weekendowo w mieszanym gronie. Z łbami zawieszonymi nadchilli con carne. Bardzo norweskie szamanie [o tym jakże ciekawym zjawisku napiszę następnym razem]. Nawiązuje się temat jedzenia. Znowu. Oni tu chyba jakieś skrzywienie mają. Bo albo o żarciu. Albo o rybach w kółko. Tradycyjne. Świąteczne. Wysublimowane już przerabialiśmy. Ku uciesze tłumu [i podtrzymania jakże ekscytującego tematu] ktoś wyskakuje z hasłem. Con carne lepsze jest jak się przegryzie. Na drugi dzień znaczy. Co potwierdziłam. I z szelmowskim uśmiechem dodałam.
To tak jak z bigosem. Bingo! Yhy... Zatkało. Tłumaczę, że kapusta. Sauerkraut. Ach ja, ja. Że (niby) wiedzą. I mi z tym ich surkålem wyskakują.
Kurtyna.

Zbezcześcili pojęcie. A przecież to nasz superfoods!

Superfoods? Najprościej rzecz ujmując...
są to wszystkie te produkty, które matka natura obdarzyła ponadprzeciętnym składem witamin, substancji bioaktywnych, składników mineralnych, enzymów, przeciwutleniaczy i dobrych kwasów tłuszczowych. Spożywanie ich w niewielkiej, acz regularnej, ilości zapewnia organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje
Matka natura stworzyła. Ale matka nauka wydzieliła. Wydzieliła grupę, która uchodzi jakby za "wzorzec". Celowo umieściłam to w cudzysłowie, gdyż naukowcy nie postawili jednoznacznej kropki nad przysłowiowym i, wskazując: Tak to jest super jedzenie. I basta! Bowiem ilu naukowców. Tyle zestawień. Ale w czołówce niezmiennie powtarzają się.

Aloes.
Amarantus.
Awokado.
Jagody acai.
Jagody goji.
Komosa ryżowa.
Migdały.
Nasiona chia.
Spirulina.
Ziarno kakaowca.

Ale czy w całej tej gonitwie na bycie SUPER nie zapominamy o naszym rodzimym ogródku?

Oto moja superlista superjedzenia.

Kapusta kiszona. Wspomniana wyżej. Mylona jak zawsze. Z kwaszonymi podróbami. Bądź jak kto woli zamiennikami. A idź mi Pan z tym! Kiszona z dziada pradziada a nie zalana octem. Wypłukana z dobroczynnych bakterii acidofilnych. Kto to widział jeść ocet? Bleee! 

Wracając do kiszonek. Są one bogatym źródłem błonnika, witamin i soli mineralnych. Wartościowe źródło witaminy C, B6, B12 oraz potasu, cynku, żelaza i wapnia. Lekko strawne i mało kaloryczne wspaniale nadają się przy dietach odchudzających. Zawarta w nich acetylocholina poprawia perystaltykę jelit, dzięki czemu likwiduje problemy trawienne. Ale także ospałość i depresję. Kwas mlekowy zawarty w soku z kiszonek powinni przysposobić sobie amatorzy mocno zakrapianych imprez [panaceum na kaca] oraz osoby borykające się z nawracającymi atakami migreny [To ja! To ja!]. Analogicznie z ogórkami. Kiszonymi oczywiście!

Jarmuż. Mój niezaprzeczalny MUST HAVE ostatnich obiadów. Kolacji. A nawet śniadań. Nie będę się powtarzać. Wszystko macie w tej owsiance. Ale jak widać poniżej. Na jednej owsiance się nie skończyło...

Fusili z pesto z jarmużem i migdałami
Fusili z pesto z jarmużem i migdałami

Czosnek. Boże, jak ja przeżyłam 30 lat bez czosnku w gębie? Może dlatego, że od małego jestem okazem zdrowia. I ostatnio chorowałam chyba w... Ten teges nawet nie pamiętam kiedy. Ale jeśli Ty nie należysz do tej grupy, to czym prędzej przeproś się z czosneczkiem. Bo warto! 

Nikt jak on nie zapewni Ci należytej ochrony przeciwbakteryjnej, przeciwgrzybiczej i pasożytniczej. To głównie za sprawą fitoncydów taki kozak z niego. Ponadto zawiera witaminy C, B1, B2, B3, kwas pantotenowy oraz połowę tablicy Mendelejewa. Oczywiście tą lepszą, na czele z siarką, cynkiem, magnezem, żelazem, manganem, selenem, potasem i wapniem. Jednak UWAGA! Nie wszystko złoto co się świeci. Osoby przyjmujące leki przeciwzakrzepowe, chorujące na nerki, żołądek, jelita, kobiety w ciąży oraz karmiące powinny uważać z jego spożyciem. BTW. Jakoś nie zauważyłam, żeby Gizmo kręcił nosem. Więc o co tyle hałasu z tym mlesiem?

Czarne jagody. Jaramy się acai. Goji. A na jagody jedynie czytamy. A to błąd. Duży błąd. Bowiem zawarte w nich antocyjany usprawniają mikrokrążenie w gałce ocznej. Poprawiają sprawność widzenia. I zapobiegają kurzej ślepocie. Więc jeśli ślęczysz godzinami przy komputerze [tak jak ja, niestety]. Skuś się na porannego smoothie łyk. Jagody to także jeden z najstarszych skutecznych leków na biegunkę oraz choroby układu moczowego.

Jagodowe smoothie na bazie jogurtu greckiego
Jagodowe smoothie na bazie jogurtu greckiego

Kasza jaglana. Osobiście nie przepadam. Wolę bulgur. Ale ma być swojsko. To pęczak. Jednak... tylko jaglana ma niepodważalne zasady, aby uznać ją za super. Tak. Tak. ZA-SA-DY. Jako jedyna wśród kasz posiada odczyn zasadowy. Ważny dla wyrównania równowagi kwasowo- zasadowej naszego permanentnie zakwaszanego organizmu. Ponadto zawiera rzadko występujący w produktach spożywczych krzem. Który wzmacnia komórki, wspomaga odporność, leczy stany zapalne, poprawia wygląd skóry, włosów i paznokci. Trzecią godną wyróżnienia właściwością jaglanki jest zdolność do usuwania nadmiaru wilgoci (śluzu) z organizmu. A więc katarze! Flegmo! A sio mi stąd!

Siemię lniane. Przy całym szacunku dla chia [bo spokojnie można te dwa rodzaje nasion ze sobą porównać]. Uważam, że jest mocno przereklamowane. Nie zawsze to co droższe, jest lepsze. A tak jest w tym przypadku. Siemię polubiłam z nastaniem ery owsianek. Bowiem dosypuję je bardzo często, tak do swojej porcji. Jak i sporadycznie do Gizmoowsianki. Bo takie niepozorne to to jest, a zawiera kwasy omega [i to więcej niż chia], lignany i błonnik. Z tych najważniejszych. A ponadto witaminę E oraz fitoestrogeny. Regularne spożywanie siemienia prowadzi do utraty wagi oraz obniża poziom cukru we krwi. I kto by pomyślał, taki pokurcz, a znaczenie ma.

Buraki. Powróciły do mych łask w czasie połogu i karmienia. I od tamtej pory już nie schodzą z talerza. Witaminy, których dostarczają można policzyć na palcach jednej ręki [A, B, C]. Jednak zawierają mnóstwo minerałów, tj. żelazo, potas, magnez, wapń, mangan. Polecane kobietom w ciąży ze względu na obecność kwasu foliowego. Oraz detoksowym nawiedzeńcom [odkwaszają jak wspomniana wyżej jaglanka].

Sałatka z kaszy gryczanej z burakiem i wędzonym twarogiem
Sałatka z kaszy gryczanej z burakiem i wędzonym twarogiem

Jabłka. Mówi się. Przysłowia mądrością narodów. To proszę. One apple a day, keeps doktor away. Innymi słowy. Zjedz jabłko z wieczora, a nie potrzeba doktora. Ale obowiązkowo ze skórą. I pestką. Które ja osobiście wyrzucam. Jednocześnie pozbywając się jednego z lepszych detoksykantów organizmu. Pektyn. Podczas trawienia wiążą one niektóre z metali ciężkich [ołów, kobalt] w nierozpuszczalne sole i wydalają w diabły. Ponadto regulują florę bakteryjną jelit, zmniejszają wchłanianie cholesterolu, regulują perystaltykę jelit, zapobiegają zaparciom. Poza pektynami w jabłku znajdziecie sporo witaminy C, potasu, magnezu, wapnia oraz kwercetyny.

Jajka. Jedyny w zestawieniu produkt odzwierzęcy. Dlaczego? Bo nie samo zielsko żuje człowiek. A jajka przy złej cholesterolowej sławie. Niesłusznej z resztą. Zasługują na miano super, głównie ze względu na idealny skład aminokwasów. Ale także. Zawierają wszystkie witaminy, łącznie z tymi rozpuszczalnymi w tłuszczach. Minerały, m. in. jod, cynk. A także barwniki, tj. ksantofil i luteina. I niecałe 180 mg cholesterolu. Czyli 10- krotnie mniej niż dziennie produkuje wątroba. Więc jedzmy jajka do woli. I niech nas głowa nie boli!


* * *

Mogłabym tak dalej pisać. Ale z miłą chęcią dowiem się...
jak Wy skomponowalibyście swoje listy superfoodów?

pozdrawiam, bastalena

TOP