5 maja 2015

Blogerko, wyluzuj!


Wciąż nie daje mi to spokoju. Wczorajszy post Uli. Że też coś tak głupiego przyszło mi kiedyś do głowy. Pora rozliczyć się z przeszłością. Oto co mam sobie dziś do powiedzenia. Sobie z przeszłości. Z perspektywy czasu. Bogatej. A jakże... Przecież po to zaczęłam pisać bloga. Dla bogactwa i sławy.

* * *

Cześć Blogerko!

Mogę się tak do Ciebie zwracać? W końcu prowadzisz bloga. Wpadł Ci pewnego dnia taki pomysł do głowy. Pamiętasz? Naoglądałaś się tych wszystkich fashion victim co to w kółko szczują tylko metkami, torebkami i tipsami i sama zapragnęłaś taka być. Ech, szkoda tylko, że facjata niewyjściowa i marzenia o Nju Jorku musiałaś do szuflady schować. 

Potem wykombinowałaś sobie, że jak nie drzwiami, to oknem wedrzesz się w świat blogosfery. Będziesz chapać kasę. Pić szampana. I włóczyć się po rautach. Ech głupia Ty, głupia! Zaopatrzyłaś się w biblię Kominka i pomyślałaś, że to wystarczy. A przepraszam! Fakt, dodałaś jeszcze na bloga zakładki "O mnie" i "Współpraca". Koniecznie! Zapomniałaś tylko, że nie samymi zakładkami blog żyje. Uważaj żeby Ci te fantomowe bąbelki do głowy zanadto nie uderzyły!

Nie uderzą! Pewnie, że nie uderzą. Teraz Ci mogę to powiedzieć. Bo nie będzie szampana. Tak jak i nie będzie wielkiej kasy. Pamiętasz? Usiadłaś pewnego dnia i zrozumiałaś, że wcale tego nie chcesz. Nie mówisz <nigdy> bo tylko krowa zdania nie zmienia. Ale zdecydowanie <nie teraz!>. Nadal blogujesz. Tak po prostu! Dumna jestem z Ciebie. Zrozumiałaś, o co tak na prawdę chodzi w blogowaniu. Przyjemność. Przyjaźń. I warsztat. Pomału wychodzisz na prostą ;) Małymi kroczkami. Ale się udało. Regularne pisanie nawykiem się stało jak parzenie kawy. Brawo dla tej pani! Bo poskromiła nie tylko zmorę. Ale i wypędziła lenia. Brawo dla niej samej! Że zrozumiała sens. Bez nadęcia. I sławy. A dla przyjemności. I do kawy. 
Endżoj.

P.S. Nie łudź się. Słoń Ci na ucho nadepnął. I zdaje się nadal na nim stać. Każdą wieczorną kołysanką wielką krzywdę robisz muzyce. A już na pewno Gizmolovi ;) Plastycznie też nie najlepiej. Ale nie poddajesz się. Czasem przebłysk geniuszu masz. Jeszcze rok temu szczytem perfekcji było ketchupowe serduszko wyciśnięte na kanapce. Dziś urządzasz Młodemu parówkowe bitwy w pomidorowym sosie.

P.S.2. I nadal będziesz pić kawę. Całe morze kawy. I słuchać Freddiego. I marzyć, że kiedyś go spotkasz. To się akurat nigdy nie zmieni.

Pozdrawiam Cię.
Blogerka Nawrócona ;)


* * *

 A czy Ty masz sobie coś do powiedzenia? 
Sobie z przeszłości.
Podejmiesz wyzwanie?!

pozdrawiam, bastalena

TOP