4 maja 2015

Zgodnie z planem czy spontanem?


Nie zwykłam ulegać modom i namowom. Jeśli coś robię, to nie dlatego, że robią tak wszyscy. Ale dlatego, iż uważam, że jest to dla mnie dobre. Choć nie zawsze być tak musi. Przecież co nas nie zabija, to nas wzmacnia.
Nie lubię musieć. Wolę móc. Lubię chcieć. 
Więc chcę napisać. I napiszę. Postanowienia na maj, z których i tak pewnie się nie rozliczę. Ale skoro mogę, to czemu nie. A spisane będą lepiej wyglądały.

Mama zawsze powtarza. Dziecko, nie planuj. Z planów i tak nic nie wychodzi. Codzienność je weryfikuje. Wywracając wszystko do góry nogami jak rozpędzony rollercoster.
Pamiętacie? Miało być tak pięknie. Tak banalnie. Małymi kroczkami. Do wielkich efektów. I było!
Dokładnie przez...
Pierwszych 7 kilometrów. A potem zdechło. Bo mi się adiki przemoczyły. I myśli skupione przelałam na wnerw.
Jeden dzień. Piętnaście minut szprechania i szwargotu. Póki co jaram się nowym szablonem. I co najwyżej język html rozgryzam.
Falstart. Przepadłam skuszona nową zaparzaczką do kawy.

Jak widać mamy zawsze mają rację. Technika co miesięcznych planów pośrednich w moim przypadku spaliła na panewce. W teorii plany zacne na papierze zawsze mam. Zawsze! Gorzej z ich realizacją. Praktyka pozostawia wiele do życzenia.
Najłatwiej było by się wyłgać Gizmolovym. Ale co on winien...
Że matka wariatka w gorącej wodzie kąpana. Że jak efektów nie ma. Na tu i na teraz. To szybko się zniechęca i wymówki uskutecznia. Że dupsko od laptopa ciężko jej oderwać. Przyklejona glonojadem do monitora próbuje pisać. A przecież cierpi na chroniczny wenobrak. Że...
Ale nie wyjdzie.
Nie poszuka.
Z chodnika nie podniesie.
Szpachlą nie obleci.
Tylko tak blobem obrasta...

BASTA!

Obiecanki. Cacanki. Tylko albo aż dwie. Jak je wcielę w życie, to dalej już jakoś pójdzie.

#1 Pisać regularnie
Regularnie pisać. Czyli jak? 
Są dwie metody. Codziennie. Albo w wybrane tematyczne dni. 
Codziennie. Nie ma szans. Kiedy od roku nawet podstawowych czynności nie jestem w stanie codziennie ogarnąć. Czytam. Jem. I śpię pod wyraźne dyktando. Dobrze, że przynajmniej pamiętam, jak się nazywam. Tematyczne. Miało być poniedziałkowe owsiankowanie. Środy z blogami do kawy. Top piątki matki wariatki. Jak widać albo jestem niepełnosprytna. Albo za bardzo rozpieprzona, żeby coś mądrego sklecić na czas. 
Regularnie. Czyli jak?

#2 Napisać post roku
Do którego zostało mi dokładnie piętnaście dni. Pięć godzin. I pięć minut.
Ciekawe czy zdążę?

* * *

A Wy żyjecie zgodnie z planem? Czy wolicie podejmować spontaniczne decyzje?

pozdrawiam, bastalena
TOP