8 czerwca 2015

Krótka notka o weekendzie czyli Bergen, motyla noga mać!

Przez rok miałam takie widoki. Ależ ile można jarać się słońcem o północy albo śniegiem w maju. Od czterech miesięcy oswajam się z nowym miejscem. Taką wsią pod Bergen. A tutaj.

Cieszę się światłem, którego mam mniej- więcej. Nie na tyle dużo, aby na nie narzekać i po nocach nie spać. Ale nadal jakby więcej, bo mój midnight son ciągle nie zasypia przed dwunastą. Zdecydowanie więcej mam też czego innego. I to już nie cieszy tak bardzo.

"Polacy są tak agresywni, 
a to dlatego, że nie ma słońca. 
Nieomal przez siedem miesięcy w roku, 
a lato nie jest gorące. 
Tylko zimno i pada, 
zimno i pada na to miejsce w środku Europy..."

KAZIK SIĘ MYLIŁ!

Zdecydowanie. Polacy nie powinni mieć powodów do narzekania. No, chyba że mieszkają w Bergen. Deszczowej stolycy Norge. Rzut beretem od też się liczy. Odkąd wróciliśmy z urlopu, czyli od dobrych dziesięciu dni, nic tylko leje. Albo LEJE. Czasem dla odmiany tylko pada. Tutaj nawet jak słońce świeci to przez deszcz. Początkowo wydawało mi się to nawet naturalne. I zabawne. Przynajmniej nie trzeba trawy na zielono malować, jak w Tromso. Ale w sobotę rano wymsknęło mi się cichaczem jakże rodzime. Bergen, motyla noga mać!

Podczas gdy Wy rozkoszowaliście się długim, gorącym weekendem. Wybierając pomiędzy zimnym leszkiem, a żubrem za rogiem. Osz, jakże chciałabym mieć taki dylemat. Ja zastanawiałam się co zrobię z całą lodówką kiełbachy przytachanej w trzydziestokilowym bagażu. I nagle słyszę. Jest nadzieja. Także tego grilla, cośmy jeszcze przed wyjazdem zakupili. Odpalili my czym prędzej. Zjedli. I ledwo zdążyłam talerz wylizać. Nie zgadniecie, co? Zaczęło padać.

Leje do dziś.

A jak Wam minął długi weekend?

pozdrawiam, bastalena

TOP