22 lipca 2015

Mój przyjaciel kalafior czyli foodgazm w trzech aktach

Kalafiora uwielbiam! Odrywać różyczka po różyczce i jeść! W moim rodzinnym domu zwykło się go tarmosić w maślano- bułczanej okrasie. No no, o krasie to można w tym przypadku już zapomnieć. Omasta, i basta! Ja jako poszukiwaczka kreatywnych rozwiązań i nowych smaków, które nie zawsze współgrają z językiem Stwórcy, podrzucam Wam dziś trzy przepisy na to wakacyjne cudo. I wołam...


Precz kalafiorowa nudooo!


Co będzie potrzebne? Na pewno kalafior. I rozgrzany piekarnik. Pieczony kalafior to jedno z najlepszych doznań kulinarnych jakim przyszło mi się do tej pory delektować.  Moim zdaniem to... to jak... to po prostu... to... aż mi słów zabrakło!

Z resztą zobaczcie sami...
Pierwszy przepis to zupa z przestworzy. Hę! Nie spadł mi on z nieba, ale w niebie się na niego natknęłam. Latam sobie od czasu do czasu jak się nie trudno domyślić. No i ja już się nałykam śliny, opanuję nudności i wyrzucę z pamięci pierwszą część "Oszukać przeznaczenie". To sobie gazetki pokładowe czytam. I czasem coś pożytecznego z nich wyczytam. Przepis na krem, na przykład. Taki jak ten. Taki inny. Krem hiszpańskiej mammy. Polecam. Bo smak zaskakuje!

duży kalafior
łyżeczka świeżo startego imbiru
średnia cebula
papryczka chilli
główka czosnku
łyżeczka słodkiej papryki
0,5 l niedzielnego rosołu 
opakowanie serka kremowego
łyżka oliwy
panierka (roztrzepane jajko i mąka)

Kalafiora myjemy i dzielimy na różyczki (kilka zostawiamy do panierowania). Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skrapiamy oliwą, prószymy solą. Czosnek (również skropiony i oprószony) owijamy w folię aluminiową i takie zawiniątko umieszczamy pomiędzy kalafiorem. Całość zapiekamy przez 30-40 min. w 180 st. w międzyczasie sprawdzając stopień upieczenia i zarumienienia. [W tym czasie radzę podgrzać bulion].
  
Na rozgrzanej patelni podsmażamy panierowane różyczki kalafiora. Zdejmujemy z patelni, a w jego miejsce wrzucamy imbir, posiekaną papryczkę chilli, cebulę, słodką paprykę i smażymy 5 minut. Na koniec topimy serek. 

Zawartość patelni przerzucamy do bulionu. Dodajemy upieczonego kalafiora wraz z kilkoma ząbkami czosnku i gotujemy kolejne 5 minut. Wystudzamy i miksujemy na gładko. Krem serwujemy w miseczkach z dodatkiem kalafiora w cieście i posiekaną chilli. 

Jeśli przywykliście do klasycznego kremu z dodatkiem koperku, to ten Was zaskoczy. Pozytywnie, nie inaczej!

Słoneczna pasta śniadaniowa, która została pożarta, nim powstała. Upiekłam kalafiora i zwiedziona jego cudownym zapachem i przepięknym żółtym kolorem nadanym przez kurkumę, nie mogłam się powstrzymać. Zaczęło się od jednej różyczki, wiecie tak na spróbunek.  A skończyło wpakowaniem Młodego z Gizmovan i wyjściem do sklepu po drugiego kalafiora. Przepadłam! Jeżeli tak jak ja jesteście kalafiorowymi skrytożercami, polecam zlecić wykonanie tej pasty komuś kto ma mocne nerwy... węchowe.

Wykonanie jest banalnie proste. Kalafiora dzielimy na różyczki albo tniemy w plastry, nieistotne i tak skończy w czeluści blendera. Nacieramy mieszanką przypraw (kurkuma, sól, pieprz z kolendrą, chilli) i oliwą. Pieczemy w rozgrzanym do 200 st. piekarniku przez 20 minut. Następnie lekko wystudzony przekładamy do michy blendera, podsypujemy garścią kminku, podlewamy oliwą i miksujemy na gładką papkę. Przekładamy do słoiczka i chłodzimy. [Do spożycia w ciągu dwóch dni]. 

U mnie z zielonym ogórkiem, ale jestem ciekawa z czym Wy byście spałaszowali to smarowidło?

Jako trzecie proponuję kuskus kalafiorowy. Nie, nie kuskus z kalafiorem tylko z kalafiora. Wcześniej upieczony, starty na drobnych oczkach tarki spełnia rolę kaszy. Stwórca trochę fukał, ale ostatecznie zjadł. Z perspektywy brzucha mogę powiedzieć, że lepszy byłby chyba ciepły. Przekonam się następnym razem, bo na pewno na tym jednym się nie skończy.

różyczki kalafiora (w oliwie i soli)
garść rodzynek
szczypta kardamonu
szczypta cynamonu
4 garście posiekanej rukoli
sok z cytryny
łyżka czarnego sezamu
2 łyżki oliwy
pieprz do smaku

Rodzynki mieszam z sokiem z cytryny, kardamonem, cynamonem. Odstawiam. Kalafiora pieczemy przez 10 minut w 200 st., przewracamy i pieczemy kolejne 5 minut. Studzimy, a następnie trzemy na drobnych oczkach tarki. Dodajemy do niego rodzynki, rukolę, sezam,oliwę, doprawiamy pieprzem. I zajadamy.



Lubicie takie ryzykowne połączenia kalafiora? Czy raczej stawiacie na klasykę? A może w ogóle go nie lubicie? Przyznać się, proszę...


pozdrawiam, bastalena
TOP