20 lipca 2015

Sposób konsumowania owsianki i kawy

Facebook
W piątek na zakończenie wyzwania blogowego opublikowałam ankietę (cały czas możecie jeszcze oddać swój głos, każdy jest cenny!). Jasno z niej wynika, iż głównym kanałem przerzutowym między mną, a Wami jest...

.
.
.
jak się można było tego spodziewać...
.
pam
.
pam
.
param
.
.
.

odpowiedź już za 3-2-1
.
.
.
FACEBOOK!

To poprzez niego trafiacie na poniedziałkowe owsianki. To on zapodaje Wam najlepsze posty ever do porannej kawy (i wieczornej poduchy). A od tego miesiąca mobilizuje Was do jedynych i słusznych wyzwań blogowych (btw! sierpniowe się odbędzie, cieszycie się? Bo ja TAK!). W związku z powyższym zdradzę dzisiaj moje sekretne tajniki spisane w tajemnej Księdze Prawidłowego Korzystania z Social Media. Rozdział 1. Mam Facebooka i nie zawaham się go użyć. 

No właśnie, cóż ja takiego (zrobiłam i) robię, że mam tak fantastyczny kontakt z Wami? 

#1 Zadbałam o odpowiedni i jednakowy wizerunek

Tak, długo się maltretowałam, ale w końcu pamiętnego dnia obwieściłam światu wyjście pod fartuszka bastaleny. Powstał osobny fanpage, ale założyć fanpage to jedno, a potem się martw, babo! Pierwsze wrażenie, tak zwane WOOW! które sprawia, że po trzech sekundach potencjalny czytelnik wie z kim ma do czynienia i chce tę znajomość kontynuować. Postawiłam na, przyznaje dość ekspresyjne, ale moje zdjęcie profilowe. Krótki opis, który trafnie oddaję klimat prowadzonej przeze mnie strony. Całość zrównoważyłam minimalistycznym i lekkim zdjęciem w tle (notabene jest to blogowy baner). Wszystko współgra z blogiem (i pozostałymi profilami w mediach społecznościowych) i równocześnie daje obraz mnie przed poranną kawą. Tak przyznaje, nie mam tu trądziko-makijażu. Ha!

#2 Zaczęłam regularnie publikować

Do porannej kawy (ok.8.00) i/lub na dobranoc (ok.21.00), co w dużej mierze pokryło się z Waszymi odpowiedziami z ankiety. Muszę dopracować wieczorną czytajkę, wydaje mi się, że jest ciut za późno. Czy tylko mi się tak wydaje, powiedzcie? Oczywiście nie jest to rozkład jazdy wszystkich postów. W weekendy zdarza mi się wcale nie publikować, w trakcie wyzwań za to zalewam ściankę, co też nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale ważne jest, aby działać. A do tego regularnego publikowania zmobilizowały mnie właśnie wyzwania blogowe i Grupa wzajemnej promocji dla blogerów Social media dla blogerów, którą ja pieszczotliwie nazywam grupą wzajemnej adoracji ;) Całość zainicjowała i ogarnia Beata z Vademecum blogera. Ja staram się być aktywna i nie łamać regulaminu.

#3 Przypominam się co jakiś czas

Chodzi tu o stare wpisy. Czasem dopada człowieka wenobrak. Nieraz zdarza się okazja do odświeżenia tematu. A innym razem najzwyczajniej w świecie nie mogę być w czasie rzeczywistym. Dlatego wtedy przekopuję archiwum i wydobywam z niego perełki. Apropos perełek, energetyczna nuta Freddiego też się do nich zalicza.

#4 Znalazłam odpowiednią grupę docelową

Przynajmniej tak mi się wydaje. Innymi słowy, w trakcie organizowania profilu nie wysłałam zaproszenia do polubienia strony. Nie powieliłam błędu, który popełniłam przy moim pierwszym blogu. Owszem, umieściłam na profilu prywatnym (i Bastalenie) informację o nowych falach nadawania bloga... i całe szerzenie owsiankowej zarazy pozostawiłam losowi i zasięgom. Czemu tak? Ponieważ nie chciałam budować fanpage na poczuciu obowiązku do polubienia, spamie i sztucznie nabijanych cyferkach. Za bardzo Was lubię, Robaczki moje!

Środy w obiektywie

#5 Zróżnicowałam udostępniane treści

Jak zapewne zauważyliście od pewnego czasu staram się udostępniać nie tylko linki do bloga. Zauważyliście, prawda? Zrozumiałam to w końcu! Fanpage żyje, jeśli damy mu do tego odpowiedni i atrakcyjny przyczynek, powód, kontent. Nazywajcie jak chcecie, byle byście udostępniali podobnie jak ja, m. in. motywujące poniedziałkowe owsianko-cycaty, środy w obiektywie czy też piątkowe podsumowania. Facebook jak każda książka potrzebuje też dobrej ilustracji. Pamiętajcie! Kontent to nie tylko słowo pisane. Oczywiście jak każdy szanujący się bloger mam swojego asa w rękawie. Jedni mają Piesię, inni kota, a ja spamuję "luckimi" częściami ciała z kuchennego backstage. Czasem pokazuję też swój słodki dzióbek. Ale rzadko, za dużo zabawy Photoshopem.

#6  Postawiłam na interakcję i zaangażowanie

Facebook z założenia jest platformą do gadania, więc staram się udzielać na Waszych profilach. Raz wyjdzie mi to lepiej, raz trochę gorzej, ale mam nadzieję, że widać moje komentarze, udostępnienia i lajki. Widać? Dużą wagę przykładam do sposobu komentowania. Szanuję swojego interlokutora dlatego nie pozwalam sobie na (znowu to słowo, ale muszę go użyć) spamerskie zaczepki w stylu "Jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam do mnie". Fuj, fuj, fujowe! Miewam też kiepskie momenty, w których wolę dać lajka, zamiast pozostawić po sobie jałowy i nic nie wnoszący do dyskusji komentarz. "Blogowanie jest fajne". A to nie jest fajny komentarz. [I co to w ogóle za słowo? Fajny]. Nawet najlepszym zdarza się chwilowy brak zdania. Wybaczcie. 

#7 Nie kupuję czytelników

Krótka piłka z mojej strony. Nie, bo nie. Chyba, że mnie przekonacie, że warto i się opłaca. To i tak to jeszcze pięć razy przemyślę. 

* * *

A jak jest u Was? Działacie według podobnych metod czy wypracowaliście swoje? Podzielicie się w komentarzach? A może cały czas macie problem z rozbujaniem fanpage? Możemy zorganizować jakiś FaceChallenge. Są chętni? 

Jesteście zainteresowani poankietową serią? Mam jeszcze kilka smaczków w zanadrzu. I tak się zastanawiam czy je serwować?

pozdrawiam, bastalena
TOP