7 października 2015

Jesteś znudzony i skwaszony? Jedz jaglankę!

Lubię kaszę pod każdą postacią. Oprócz jaglanej. Nie jestem byłam jej fanką. Jednak... odkąd Gizmolove stał się wielkim fanem bułki z masłem i parówki na śniadanie, znalezienie zdrowego, prostego i satysfakcjonującego mnie zamiennika stało się nie lada wyzwaniem. Naleśnika zje, ale nadzienie wydłubie. Jajecznicy nie tyka, a znudzony owsianką coraz częściej przyozdabia nią moją bluzkę. Szukając pomysłów natknęłam się na jaglankę. Chcąc nie chcąc, zrobiłam.



I gdyby nie fakt, że mi strasznie zasmakowało, nie opublikowałabym tego wpisu. To jednak może być dobrze przyrządzona kasza jaglana! I ja Wam to mówię. Ja, która do tej pory omijałam ją szerokim łukiem.

Na każde skwaszenie jest proste uzasadnienie!


Niby taka niepozorna, a spośród wszystkich kasz ma wiele zalet. Jedną z największych jest jej odczyn zasadowy. Większość pokarmów, które spożywamy zupełnie odwrotnie. Dodatkowo pora roku, która teraz nas nawiedza, sprawia, że nasze organizmy są w permanentnym stresie i kryzysie. Z jednej strony problemy ze snem, zmęczenie, worki pod oczami, bóle głowy. Z drugiej strony jesień to czas kiedy nasza aktywność fizyczna spada, a my coraz bardziej "skwaszeni" stajemy się podatni na stres i problemy trawienne. A rozwiązanie jest banalnie proste. Wystarczy jeść kaszę jaglaną. Aby być miły, uśmiechniętym i zdrowym. Tak po prostu!


Śniadaniowy pudding podsunęłam pod Gizmolovy nos. Najbardziej ucieszył go widok pomarańczy, którą zaraz rozpaćkał na stole i sobie. Całą resztę do hangaru dostarczył samolocik. Chwytajcie przepis w locie ;)
szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
1/3 szklanki mleka
1 pomarańcza
kilka suszonych daktyli
szczypta imbiru i kardamonu

Przygotowanie:

Pomarańczę obrałam, podzieliłam na ósemki (kilka sztuk zostawiłam do ozdoby) i grillowałam na rozgrzanej patelni. Kaszę przełożyłam do wysokiego naczynia, wlałam letnie mleko i dodałam pomarańcze. Przyprawiłam. Całość zmiksowałam. Daktyle zalałam wrzątkiem, odstawiłam na kilka minut, po czym zmiksowałam na gładki mus. W szklance układałam kolejno kaszę, mus, kilka cząstek pomarańczy, znowu kaszę. Wierzch zwieńczyłam pomarańczą. 

Z podanej ilości wychodzą 2 porcje puddingu.



Idąc za ciosem postanowiłam kolejnego dnia spróbować jej w wersji wytrawnej. I chyba ta bardziej mi smakowała. A może to zasługa tego pesto? Spróbujcie koniecznie! I dajcie mi znać w komentarzach czy Wam smakowało.
torebka ugotowanej kaszy jaglanej
1 żółta papryka
szklanka kiełków lucerny
3 łyżki uprażonych pestek dyni
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
szczypta tymianku (suszonego)

Przygotowanie:

Paprykę oczyściłam i podpiekłam w 180 st. ok. 15 min. Wystudziłam, obrałam ze skóry i pokroiłam w kostkę. Wymieszałam z tymiankiem, łyżką pestek i skropiłam oliwą. Z pestek dyni, kiełków lucerny, sprasowanego czosnku i 4 łyżek oliwy przygotowałam pesto. Kaszę wymieszałam z 1/2 pesto (pozostałą część wykorzystałam jako marynatę do mięsa). W szklance umieściłam kaszę, garść kiełków i paprykę. 

Z podanej ilości wychodzą 2 obiadowe porcje.


I jak Wam się podobają dzisiejsze przepisy? Skusicie się na kaszę jaglaną w takiej wersji?



Do następnego gotowania.
TOP