27 listopada 2015

Z wypiekami mi do twarzy

Wiem, że ostatnio sobie odpuściłam bloga. Praca nad akcjami, praca nad projektem świątecznym i codzienność z poczwórnie (!) ząbkującym Zombiakiem sprawiły, że poczucie czasu wymieniłam na kolejną kępkę siwych włosów. Jako, że mamy dziś już piątek, w ramach przeprosin za obsuwę z listopadową akcją kulinarną, niespodziankę przygotowałam. I to z gatunku z tych co mowę odbierają, powodując równoczesne wzmożone działanie ślinianek. 

25 listopada 2015

Wyzwania blogowe są nudne!

Robaczki, muszę się Wam do czegoś przyznać. Ostatnio stałam się nieco sceptyczna wobec blogów, które swoją poczytność opierają na wyzwaniach blogowych. Zaraz mi zarzucicie, że sama z nich korzystam. Baa, że sama je organizuję. Przyznaję, jest to jakiś tam sposób na uzyskanie wejść na bloga. Na złapanie potencjalnego czytelnika i wytarmoszenie jego szarych komórek zajebistym tekstem. Tyle, że to proste i szybkie rozwiązanie jest już wszędzie. A co jest wszędzie, jest nudne jak flaki z olejem. I tego już nie lubię. Dlatego postanowiłam zawiesić organizowanie comiesięcznych wyzwań blogowych. Do odwołania.

17 listopada 2015

Moje smaczne książki

Pamiętam jak będąc małą dziewczynką przeglądałam zapiski kulinarne mojej mamy. Miała je zebrane w starym zeszycie razem z mnóstwem porad z cyklu, jak pozbyć się plam po trawie, kawie itp.? Potem sama założyłam sobie taki zeszyt, w którym skrzętnie notowałam i wklejałam co pyszniejsze przepisy. I choć obecnie to technologia serwuje nam dania prosto pod nos z zaprzyjaźnionych blogów, ja nadal z sentymentem sięgam po stare sposoby gromadzenia ulubionych potraw. Książki i przepiśniki. 

10 listopada 2015

Kalendarze i plannery blogosfery

przegląd blogosfery

Ostatnio spędziłam pół dnia na poszukiwaniu idealnego kalendarza papierowego. Takiego, w którym będzie można notować każdą głupotkę. Z długopisem w ręku. Nie na ścianie, jak do tej pory. Przyznaję, wykazuję wzmożone zapotrzebowanie na planowanie. Projekt goni projekt i projektem pogania. Moje blogowanie wymaga organizacji... w końcu! Reasumując, dzień spędziłam zmarnowałam i poległam. Bo ten za duży, a ten za mały. Ten może i by mi się podobał, ale nie miał podziału na drzemki. A tamten miał brzydką obwolutę. Szaleństwo!

TOP