5 września 2016

Od dzisiaj chcę po prostu rozmawiać

Długi czas się nie widzieliśmy, Robaczku. Nadszedł czas zaktualizować ci moje ostatnie wydarzenia. A więc... przedszkolne strachy i fochy mamy już za sobą. Yuppi! Letnie wojaże wspominam tylko na zdjęciach. Najwyższa pora się ogarnąć. Więc jestem. Witaj. Cześć! I czołem.



Znaczna część mojej nieobecności wynikała z faktu, że były wakacje. Jakoś nie umiem się wtedy skupić na pisaniu. Nie to biurko, a brzuch nie pozwalał już pracować w łóżku. Lipiec i sierpień upłynęły mi total offline, co teraz oznacza wyszarpywanie bloga i fejsa z odmętów zapomnienia. Ale za to spędziłam cudowny czas z rodziną. Nie chciałam go tylko przesiedzieć na działce przy grillach i spotkaniach ze znajomymi. Oczywiście, wakacje z dziadkami to był priorytet, ale przy okazji pobytu w Polsce udało nam się wyskoczyć w kilka miejsc. Niewątpliwym hitem tegorocznych wojaży był LEGOLAND Billund, z którego relację znajdziesz w jedynym wpisie lipca Wielki świat w miniaturze. W Łodzi odwiedziliśmy Misia Uszatka w Muzeum Animacji SE-MA-FOR, natomiast w Zoo Safari Borysew szukaliśmy świnki Peppy, niestety bezskutecznie. Duże wrażenie wywarł na nas mały, acz uroczy skansen "Łęczycka Zagroda Chłopska" w Kwiatkówku, zaś katedra w Tumie mocno rozczarowała.

A to moje ulubione zdjęcie 💜 🐷

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika bastalena (@basta_lena)


Dużo też myślałam o blogowaniu. Po lipcowej burzy w szklance wody sparaliżowało mnie od puszki z myślami po końce dystalne. Potrzebowałam się wyciszyć. Wszystko przemyśleć. Może zatrzymać. Im dłużej tak trwałam, tym trudniej mi było się pozbyć uczucia bezsensowności mojego blogowania. Tego, że spisując moje myśli, nie spotykam się ze zrozumieniem.

Pytasz mnie, co dalej na Owsiance?


Uwielbiam pisać, kocham moją internetową przestrzeń, lubię być częścią instagramowej rzeczywistości i nie chcę z tego rezygnować. Chyba nawet już nie umiem. Jednak nie czuję się spełniona. Nie narzekam. Mówię tylko, że nie widzę celowości mojego istnienia. I nie wiem czy bardziej przemawia przeze mnie perfekcyjność czy prokrastynacja.

Kiedy spojrzałam na wrześniowy harmonogram wpisów na bloga, nie było w nim nic. I tak myślę, że zamiast planować, chcę najzwyczajniej w świecie pogadać. O moim życiu, pasjach, obawach... Przelać poprzez klawiaturę myśli, które ciążą mi na piersi. Nie chcę już przepraszać za nieregularność i informować, że wciąż tu jestem, nawet jeśli nie odpowiadam na komentarze.

Od dzisiaj chcę po prostu rozmawiać.


Więc to jest moje ostatnie kilka dni. Gizmolove przedszkole. Godzina dziennie z norweskim. Trzy nieudane chlebki bananowe. I bardzo udany weekend ze słońcem. Dla ciebie to tylko kilka słów rzuconych mimochodem, a czuję się po nich lepiej. Nawet jeśli nie jest to najbardziej przemyślany wpis na świecie, potrzebowałam go.

A jak minął twój weekend?


Reasumując. Mam przygotowane trzy wpisy, które czekają w blokach startowych. Zastanawiam się tylko na co? Na świetlne race. Fanfary. Czerwony dywan. Sierotkę z koszykiem płatków czerwonych róż. 

A może po prostu na ciebie?! Daj mi znak, że mogę już wystartować!

TOP