19 października 2016

Jak stworzyć super kreatywnego bloga? Inspirujący wywiad z Mamarak

mamarak blog

Kreatywna dusza. Inspirująca mama. Kobieta o hipnotyzującym spojrzeniu. Według mnie tworzy jedno z najbardziej kolorowych miejsc w polskiej blogosferze, które należy znać! Jeśli jeszcze nie należysz do grona jej stałych czytelników, gwarantuję, że po tym wywiadzie szybko zmienisz zdanie.



Urlop macierzyński to nie tylko pieluchy i nieprzespane noce. Niejednokrotnie dla wielu z nas to równocześnie czas samorealizacji, spełniania wymarzonych planów, otwierania własnej działalności, blogowania. I to jest piękne! W najnowszym cyklu, którym właśnie startuję mam zaszczyt prezentować kobiety, które żadnych zadań się nie boją. Jednym słowem INSPIRUJĄCE MAMY.


A jako pierwsza z pytaniami odważyła się zmierzyć Martyna, autorka bloga Mamarak.



   Z wyboru- żona i pełnoetatowa mama
Z zawodu- projektantka grafiki i ilustratorka.


Blog Mamarak

Facebook blogmamarak

Instagram mamarak.pl






Niedawno obchodziłaś pierwsze urodziny bloga. Jak wspominasz początki blogowania?

Jak pobudkę z zimowego snu. 

Kojarzysz może Martę Frej i jej pierwszy mem: "Kocham kobiety zadbane intelektualnie", którym to artystka rozpoczęła swoją internetową karierę? 

Ja też kocham i swego czasu bardzo kochałam siebie, aż tu nagle zostałam mamą i całą miłość do siebie przelałam na dziecko. Odtąd był tylko syn, a w wolnych chwilach praca. O mężu bynajmniej nie zapomniałam, ale w tamtym czasie nieco oddaliliśmy się od siebie. Za to swoją osobę totalnie zaniedbałam. 

Jako grafik-freelacer, bez etatu i prawa do zasiłku, usiadłam do komputera w 2 tygodnie po porodzie. Pracując w domu i opiekując się kilkumiesięcznym malcem jesteś praktycznie pozbawiona kontaktu z innymi ludźmi. Po roku nie wiedziałam, jak się nazywam. Wydukanie listy zakupów w osiedlowym sklepiku stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie. A kiedy wpadło mi w ręce spore zlecenie, które wymagało ode mnie obszernej prezentacji za pośrednictwem Skype'a myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Ja, słynąca niegdyś z oratorskich zapędów, nie potrafiłam sklecić jednego sensownego zdania.

To pchnęło mnie do napisania pierwszego tekstu. Przez pół roku pisałam do szuflady, w ten sposób powstało ich jeszcze 30. Nigdy nie doczekały się publikacji. Miałam już dać sobie z tym spokój, ale zamiast tego powstał mój pierwszy wpis Urlop macierzyński. Matki mają w głowach nie tylko kaszkę.

Chcesz wiedzieć, jak wspominam początki blogowania? Jakbym narodziła się na nowo. Nie miało dla mnie znaczenia, czy ktoś to kiedyś przeczyta, czy też nie. Początkowo nawet nikomu nie powiedziałam, że bloguję. To była moja prywatna terapia. Mój sposób na nowe połączenia nerwowe. Na obudzenie się z umysłowego letargu. Sposób, aby na powrót stać się kobietą zadbaną intelektualnie. W blogowaniu, jakie uprawiam w tym momencie, zasmakowałam dużo później. 

Skąd pomysł na nazwę bloga?

To wbrew pozorom trudne pytanie, bo geneza jest tak irracjonalna, że wypowiedziana na głos zaczyna brzmieć głupio, no ale spróbujmy. 

W swoim słowniku mam kilka takich słów, które wprost ubóstwiam. Za ich melodię, za silne brzmienie, za to że ich wypowiadanie sprawia mi perwersyjną przyjemność. A "tatarak" znajduje się w silnej czołówce. Wymyśliłam więc sobie jego żeńską formę, choć w odmianie "mamarak" miał pozostać formą męską. Przykład: sprawdźmy, co tam w mamaraku piszczy? Totalnie mi to nie wyszło, bo większość ma mnie za Mamę Raka. Forma kłopotliwa w odmianie, o czym niejednokrotnie dawano mi znać. Dlatego, żeby ułatwić czytelnikom kontakt, zaczęłam zachęcać, aby pisali mi po imieniu.

Na blogu prezentujesz wiele pomysłów na kreatywne zabawy dla dzieci. Gdzie szukasz inspiracji? 

W ogóle ich nie szukam. Same mnie znajdują. Świat jest tak szalenie interesującym miejscem, że nie trzeba się nawet wysilać. A już zwłaszcza, kiedy doświadczasz go z dwulatkiem u boku. Prędzej życia mi nie starczy, żeby zrealizować wszystkie projekty, które zapisuje w swoim szkicowniku. Tak samo jak nie wszystko, co strzeli mi do łba ląduje ostatecznie na blogu.


Podam przykład. Kroisz pora, aż tu nagle zauważasz, w jak genialny sposób został on przez naturę zaprojektowany. Teleskopowa konstrukcja wysuwa się po naciśnięciu środka. Wygląda to jak miniaturowa lunetka! I już kombinujesz, jak to można wykorzystać. Mija tak kwadrans za kwadransem, zupy krem jak nie było tak nie ma, a ty studiujesz z dzieciem konstrukcję pora na podłodze. Pod tym względem jestem jak 3-letnie dziecko. Świat jest tak hipnotyzującym miejscem, że grozi mi w nim śmierć głodowa.

Który cykl Twoim zdaniem wzbudza największe zainteresowanie wśród czytelników?

Jak tak dalej pójdzie, to zostanę okrzyknięta najgorszą blogerką polskiej blogosfery, ale szczerze mówiąc, nie wiem, bo nie śledzę statystyk bloga. Co jakiś czas sprawdzę tylko z czystej ciekawości, ile osób odwiedza mnie w miesiącu. Te wszystkie cyferki, które rzekomo powinnam ogarniać, nie stanowią dla mnie większej wartości.


Pierwsza zasada mojego blogowania głosi: blogowanie musi sprawiać frajdę. Dlatego publikuję tylko to, na co faktycznie mam ochotę, a nie to co uważa się za "klikalne". Ważniejsi są dla mnie czytelnicy z krwi i kości. Ci naprawdę zaangażowani, z którymi wymieniam wiadomości, a nawet piszę papierowe listy. To od nich wiem, że cykl Rysowanie krok po kroku, w którym pokazuję jak narysować różne gatunki zwierząt, był strzałem w dziesiątkę. Nie wiem, czy wzbudza największe zainteresowanie, ale wiem, że niesie ze sobą wiele dobrego. Karty, które udostępniam, są wykorzystywane przez pedagogów i terapeutów podczas zajęć z dziećmi. Serce mi rośnie, kiedy czytam historie mam, które w rysowaniu z moich kart odnalazły to, co ja odnalazłam w blogowaniu. Ożywczą pożywkę dla mózgu, głęboki relaks, radość tworzenia, a co za tym idzie wzrost własnej samooceny. Nie mówiąc już o tym w jaki stan euforii wprawia mnie świadomość, że pomogłam wielu dzieciom, które z różnych względów zniechęciły się do rysowania. Najczęściej wystarczy, że maluch widzi, jak mama lub tata rysuje i sam nabiera ochoty, bo skoro dorośli to lubią, to musi być to coś niesamowitego! Kocham tę robotę.

Jesteś młodą mamą, a większość wpisów współtworzysz ze swoim synkiem. Czy ciężko jest zaangażować go do blogowych prac?

Zauważ, że nie od początku tak było. Przez pierwsze kilka miesięcy operowałam głównie słowem, pisząc na bardzo różne tematy (swoją drogą planuję zrobić z tymi wpisami porządek), a ostateczny kierunek rozwoju bloga określiłam, kiedy dziecię skończyło 2 lata, czyli trochę ponad pół roku temu. 

Wracając do pytania. Ten problem w ogóle nas nie dotyczy, bo patrz - pierwsza zasada blogowania. Obcowanie ze sztuką musi być radosnym doświadczeniem, inaczej edukacja artystyczna nie przyniesie spodziewanych korzyści. W związku z tym, jeśli realizujemy jakiś wspólny projekt, to temat wpisu musi dostosować się do mojego dziecka, a nie odwrotnie. Znam swoje dziecię na tyle, że wiem, w jakie zabawy mogę go z powodzeniem zaangażować. Kiedy widzę, że coś mu nie pasuje, odkładam aparat i skupiam się w 100% na nim, np. próbując pokazać mu, że brudzenie się błotem to świetna zabawa i nie ma się czego bać. Te lekcje są dla niego bardzo cenne.


Większe pole manewru pozostawiam sobie podczas swoich autorskich projektów, w których dziecię ogranicza się do roli bacznego obserwatora lub nawet w ogóle w nich nie uczestniczy. Seria wpisów o dziecięcym pokoju jako pracowni artystycznej (właśnie kończę jej urządzanie), którą planuję opublikować w listopadzie, będzie takim właśnie działaniem.

Gdzie poza blogiem możemy spotkać się z Mamarak? 

Miło, że pytasz, bo to dobra okazja, żeby wspomnieć o mamarakowym sklepie na Dawanda.com, w którym można znaleźć moje najbardziej wypieszczone, ręcznie rysowane projekty. W tym Baśniową Mapę Polski, z której jestem niezwykle dumna, a która to z miejsca stała się moim pierwszym bestsellerem. Po jej premierze otrzymałam bardzo ciepły i pochlebny odzew, a nawet nawiązałam za jej sprawą kilka ciekawych kontaktów. Jednak nie spoczywam na laurach i już pracuję nad kolejnym, tym razem "światowym" projektem, co można obserwować na moim instagramie.


Jest jeszcze jedno miejsce, w które wkładam bardzo dużo swojej energii. Blog to moja pasja i misja pro bono, ale na co dzień mam także bardziej przyziemne i komercyjne zajęcie. Od półtora roku prowadzę firmę, która świadczy usługi z zakresu projektowania graficznego. Nieraz czytelnicy pytają mnie w prywatnych wiadomościach, jak wygląda moja praca. Wygląda dosłownie tak KLIK 😊

Jakiej rady udzieliłabyś początkującej kreatywnej blogerce?

A przypadkiem ja sama nie jestem początkującą blogerką? (śmiech) Co to jest rok blogowania! I tu właściwie zbliżamy się do sedna. Cierpliwość i wytrwałość to podstawa. A pogoda ducha, radość z tworzenia bloga, które bezpośrednio przedkładają się na fantastyczny kontakt z czytelnikami to moja główna siła napędowa.

Myślę, że największym problemem początkujących blogerów, którzy przedwcześnie się zniechęcają lub rezygnują, jest oczekiwania natychmiastowych efektów. To tak samo jak z początkującymi przedsiębiorcami. Natomiast o dobrze prosperującym przedsiębiorstwie możemy mówić, kiedy funkcjonuje na rynku przynajmniej dwa lata. Ale nawet to niczego nie gwarantuje. W blogowaniu jak w biznesie, działasz i to przynosi rezultaty, a jeśli do tego kochasz swoją robotę to już w ogóle bajka. Możesz nazywać się szczęściarą, tylko pamiętaj, że to ty sama sobie to szczęście wykreowałaś.


😄 TRZY SZYBKIE Z ŻYCIA WZIĘTE 😄


Cecha Twojego charakteru, która najbardziej Cię denerwuje...

Bałaganiarstwo!

Z własnego lenistwa jeszcze do tej pory nie zrobiłaś...

Porządku w garderobie, szafie, szafkach kuchennych, pod biurkiem i w paru innych miejscach...

Plany na najbliższe 24 godziny...

Przesłuchać najnowszą płytę Kultu, lepić w glinie, grać na tamburynie. Wszystko byle tylko nie sprzątać!


Martyno, bardzo Ci dziękuję za ten mega interesujący wywiad. Mam nadzieję, że stanie się on inspiracją dla niejednej mamy.


A ciebie Robaczku, zapraszam do dyskusji. I oczywiście polubienia się z blogiem Mamarak.




Wszystkie zdjęcia objęte są prawami autorskimi i stanowią własność Martyny. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez uprzedniej zgody właścicielki jest zabronione.

TOP