9 stycznia 2017

Nowy rok. Nowa mama!

Myślami wracam do zeszłorocznego wpisu, w kórym strzępiłam klawiaturę, czego to ja nie zrobię. I co! I co? Wyszło przewrotnie. Bardzo rodzinnie. I bardzo nie blogowo. Zawsze to jakieś pocieszenie.



Miniony rok przeczołgał mnie fizycznie i psychicznie. Na przemian obfitował w dobre i złe chwile. Ale wiem że był mi potrzebny z całym nadbagażem doświadczeń. Z każdym wypowiedzianym w gniewie słów potokiem i każdym z 365 "kocham" na dobranoc. Począwszy od dwóch różowych kresek i porannych fochów, poprzez drugie urodziny Gizmolove, szczęśliwe odpieluchowanie, niełatwe przedszkolne początki i gorączki niewiadomego pochodzenia, na narodzinach Bejbi skończywszy, która sama w sobie postanowiła być świątecznym prezentem.


@basta_lena

Dziś, gdy patrzę wstecz, upajam się małymi momentami, a nie wielkimi liczbami. Z trudnych sytuacji wyciągam wnioski, by iść dalej, nawet jeśli grunt niepewny. Rozpoczynam kolejny rok. Kolejny rozdział w moim życiu, jako matka, nie-żona i kobieta. Mocno wierzę, że uda mi się wypełnić go samymi pozytywami. 


Hmm, a co konkretnie mam na myśli?



Wyspać się. Tak porządnie. Nieprzerwanie. I na brzuchu. Tak, by wstać rano i czuć, że żyję, a nie zmartwychwstaję. Chcę na nowo poczuć przyjemność z pobudki, a nie przymus podyktowany zmianą pieluchy, karmieniem czy nastawieniem kolejnego prania.


Wyjść ze Stwórcą. Sam na sam. Na pizzę. Do Manekina. Na C-O-K-O-L-W-I-E-K co zjemy w spokoju, bez opcji wycierania z kafelków i na ciepło. Ciepła kawa też się liczy.



Spotkać się ze znajomymi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz rozmawiałam z nimi inaczej niż na facebooku lub skypie. W trakcie każdej wizyty w Polsce obiecuję sobie, że nadrobimy minione (.....) lata. I cały czas coś. Jak nie urok, to gorączka.



Poznać ulubione blogerki. To, że poprzez disqus nawiązuje się wspaniałe blogerskie znajomości, już wiem. Najwyższa pora przenieść je na grunt rzeczywisty i poznać kilka z was. Dagmara, Madzia, Martyna, Renia, Ewcia jeśli to czytacie, to sorki, że na was padło 😉



Zobaczyć film dla dorosłych. I nie mam tu kosmatych myśli. Spoko, aż tak wyposzczona nie jestem. Myślałam raczej o czymś bardziej ambitnym niż kreskówka, której główna bohateka chrumka, skacze w kałużach z błotkiem i śpi z misiem. [BTW. Co się teraz ogląda, bo wypadłam z obiegu]


I najtrudniejsze...


Zresetować się. Nie, nie upić. Po czterech latach abstynencji potrafię bawić się bez procentów. Znacznie gorzej uwolnić się od dziecioholizmu. Zatem jak już się wyśpię, czy to na spotkaniu z dziewczynami, czy podczas oglądania głupawego filmu w objęciach Stwórcy chciałabym nie rozmawiać, nie myśleć, nie martwić się... Przez jedną, małą chwilę w y l u z o w a ć.



A o czym ty marzysz w nowym roku, Mamo?


TOP