20 marca 2017

Matki zawsze na propsie [SHARE WEEK 2017]

Kiedy piszę ten post, zamiast w przypałowe biodówki, wciskam się w wyciągnięte dresy w rozmiarze XL. Zamiast spijać kawę z mlekiem, sikam mlekiem to z prawej to z lewej. Zamiast gorączki sobotniej nocy, zmagam się z gorączką niewiadomego pochodzenia. Nie ma co. Dopadło i mnie. Jeszcze nie tak dawno niewyobrażalne, dziś na wyciągnięcie ręki. Macierzyństwo. Najlepszy stan ever.



Ojj, ciężko jest mi wócić do regularnego pisania. Szczerze mówiąc, nawet nie przypuszczałam jak wielkim nieogarem jestem. Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, macierzyństwo mnie połknęło. Przeżuło i wypluło. Tyle, że z drugiej strony. Dużo by opowiadać, bo działo się. I nadal dzieje. Tylko jak czytam mi podobne blogi, to mi się wydaje, że wszystko już zostało napisane. A ja nie lubię się powtarzać. Więc powrót trochę od czapy, choć nadal w macierzyńskim klimacie. Zwłaszcza, że powód jakby sam się nawinął. Share week, autorski projekt Andrzeja Tucholskiego, którego celem jest promowanie wartościowych i godnych polecenia blogów.


Szczegóły akcji i formularz zgłoszeń znajdziesz w linku SHARE WEEK 2017



W tym roku wybrałam trzy, które wnoszą w moje rodzicielstwo spokój. Dzięki nim udało mi się jeszcze nie zwariować. Bo jeśli komukolwiek się wydaje, że macierzyństwo to bułka z masłem, szczerze polecam na śniadanie, obiad, kolację. 24 godziny na dobę. 7 dni w tygodniu. W dni ustawowo wolne od pracy i święta też. Zobaczymy jak szybko będzie nim rzygać.


Skoro o jedzeniu mowa. Mówią, że...

SZPINAK ROBI BLEEE


... a mi szpinak robi akurat dobrze. Zuzię poznałam na Letniej Szkole Jedzenia Warzyw i żałuję, że tak późno. Prowadzi bloga o pozytywnym żywieniu dzieci, ale jak sama wielokrotnie podkreśla nie jedzenie, a nawyki żywieniowe to słowo klucz jej bloga. O czym niejednokrotnie się przekonałam na własnym dziecku. Oprócz mojej mamy jest jedyną osobą, której ufam w kwestii karmienia moich dzieci.


Teraz mama, bez której nie wyobrażam sobie kreatywnego kawałka blogosfery...


Martynę polecałam rok temu, polecam i teraz. Jeśli dożyję kolejnej edycji, jest wysoce prawdopodobne, że też się w niej znajdzie. I choć nie zawiodła mnie ani razu, mam z nią problem. Bo powiedzieć, że jest kreatywna, to jak powiedzieć o Freddim, że był dobry. Trochę za mało. A od niedawna Mamarak to nie tylko blog. To też porządna firma.


Rok temu jedynie wspomniana, w tym na podium...

RONJA


Sama nie wiem, czy bardziej lubię jej bloga o lekkim zabarwieniu skandynawskim czy błyskotliwe statusy na fejsie. Wszystko co ubierze w słowa, momentalnie zbiera żniwo lajków i komentarzy. Uwielbiam jej poczucie humoru i oryginalne podejście do parentingu, o którym pisze tak, że chce się to czytać. I wcale nie musisz mieć dzieci. Nawet nie musisz ich lubić. Dzięki niej je pokochasz.



OK, tyle mojego. 


Teraz twoja kolej. Kogo lubisz? Czytasz? Polecasz? Pisz!




Dziękuję Dziewczyny za użyczenie zdjęć do czołówki :)

TOP