6 października 2017

Owsianka pełna uśmiechu. Dialogi przy śniadaniu

Na mały głód, który ściera się z dużym marudzeniem, najlepsza jest owsianka. Wywołująca grymas na twarzy. Ale i uśmiech trójzębny. I właśnie dziś o tym. Z okazji Światowego Dnia Uśmiechu częstuję owsianką pełną uśmiechu. Bierzcie, jedzcie i śmiejcie się, byle nie z pełną buzią, bo ciężko z monitora schodzi.



Przy owsiankowym stole zasiadają: mama, tata Stwórca, starszy niejadek Gizmolove (3 l.), mały głodomór Bejbi (9 m.). 
Pierwszy raz na blogu: Bona pies dziadków i przypadkowy ślimak. 
Ze specjalnym udziałem owsianki.

Smaczne-gooo!



2 m.ż. Bejbi. Nie budzi się w nocy na karmienie, ja się wysypiam. Żyć, nie umierać, ale jednak... Ja jak to matka mam pewne obawy, którymi dzielę się ze Stwórcą przy śniadaniu.
- A może powinnam ją obudzić na karmienie?
- Po co, przecież dobrze wygląda.


- Magda, Młody karmi Bonę jogurtem!
Wychodzę na taras i co ja paczę. Faktycznie Bona zlizuje jogurt, ale ze ślimaka. Pytam się Gizmola, o co kaman, a on w szerokim uśmiechu recytuje:
- Ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pje-rogi.
- I co, pokazał?- pytam, ledwo powstrzymując śmiech.
- Nie, bo Bona mu zjadła.


Ja: Aaaaa wykończy mnie to BLW! Nic tylko myję i wycieram. Wycieram i myję.
Stwórca: To znaczy?
Ja: No ta metoda, bobas lubi wybór. Że sama jeść się uczy.
Stwórca: Do niej lepiej pasuje BIERZ. LIŻ. WĄCHAJ, bo jakoś nie widzę, żeby coś do buzi pchała.


Nie ma to jak uruchomić kulinarną fantazję Stwórcy.

- Kompletnie nie wiem, co na kolację zrobić.
- Zbierz reszki z obiadu, podgrzej, polej ketchupem, żeby Młody miał co zlizać. I już.


Ja: Niuni, dasz Bejbi gryza?
Gizmolove: Nie.
Ja: A dlaczego?
Gizmolove: Bo nie ma zębów.


Ja: Jakie owocki jadłeś dziś w przedszkolu?
Gizmolove: Eple og appelsin.
Ja: Oooo, ładnie. A teraz powiedz po polsku.
Gizmolove: Po polsku.


Dzień, w którym twoje dziecko na pytanie, co dziś zjesz na śniadanie, odpowiada:
- Jajko...

wydaje się być jak wygrana w totka. W myślach odpalasz fanfary, odkorkowujesz szampana i nagle, jeb!
- ... niespodziankę, mamusiu! 


Na kolację placki z jabłkami i bananem. Czyli na słodko. Podaję z dżemikiem truskawkowym. I słyszę:
- Mamo, czelwone.
I jeździ paluchem po talerzu, żeby mu nałożyć.
- Jest czerwone. Dżemik masz obok.
- Ale ne to czelwone.
- A jakie?
- Ke-czu-pik, mamo!


7.30, leje jak z cebra, ale to akurat żadna nowość. Jemy śniadanie, to znaczy Młody dziamie owsiankę truskawkową. Bejbi już po swojej, oznajmia bratu i połowie sąsiadów, że ma ochotę na jego porcję też. Ja gdzieś w międzyczasie sączę kawę.

- O, kurczę, fotelik Bejbi został w aucie. Nie pojedziemy pabiją do przedszkola. Musimy iść na nóżkach.

(w Gizmolovym języku pabija to wózek do roweru, pakuję ich tam oboje. Kiedy mówię, że idziemy na nóżkach, zwykle to ja z nim, a Bejbol w wózku dziecięcym).

- No trudno, mamo...- westchnął.
Przełknął informację z kolejną łychą owsianki, ale widzę, że główka pracuje. Z bogatego repertuaru minek wybiera najbardziej kąśliwą, i dodaje:
- A może zostawimy Bejbi w domu i pojedziemy pabiją sami?!


Gizmolove zażyczył sobie zupę na obiad.
- Myszka, a którą lubisz najbardziej?
- Kluseczkową.


Za każdym razem, kiedy kończę przewijać Bejbi, ciśnie mi się na usta:
- Ubrać ją, to jak nakarmić Gizmolove. Takie mission imposible.


Po czym poznać, że planowanie postów na fejsa (które nie zawsze idzie w parze z pogodą) i interakcja z czytelnikami mówią twojej połówce tyle, co tobie spalony (i nie o kotlet tu chodzi).

Napisz na stronie odezwę do czytelników:

Leje jak z cebra, a w całym domu nie ma ani grama kawy!!! ☕️☕️ #jakżyć #ktoporatuje

A w odpowiedzi prywatnej dostaniesz:
Wyjdź z wirtualnego świata, kawę przecież kupiliśmy wczoraj... A po drugie nie pada.



To wychodzę. I wam też polecam. Weekend w końcu. I nie pada.
Do następnego.

P.S. Zgłoszenia o dokładkę, przyjmuję w komentarzu.

TOP