14 lutego 2018

Ta noc do innych była niepodobna

Najpiękniejsze historie pisze życie. Najpiękniejsze historie płyną wprost z serca. Moje zrodziły się w bólach. I jeśli czytasz mnie trochę, to wiesz, że pierwsza z nich pojawiła się na blogu z opóźnieniem. Nie inaczej jest tym razem.




Kto przeoczył poprzedni wpis, może nie wiedzieć, że w sieci trwa aktualnie kampania #DBAMboKOCHAM zorganizowana przez Madzię i Dagmarę. Pomyślałam, że i ja napiszę od serca. Na tę okoliczność przygotowałam coś specjalnego.


Historia Bejbi


Pamiętam, jak obudziła mnie ok. 2.30 tradycyjnym szturchańcem w pęcherz. - Boskooo! Normalnie bym nie wstała. Normalnie wstrzymałabym do rana. Ale tym razem towarzyszył temu przeszywający ból podobny do tych menstruacyjnych. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że ta noc do innych będzie niepodobna.



Pamiętam, jak przywlokłam szkielet samochodowego fotelika do salonu, w którym grałeś. Bardzo nie chciałam Ci przeszkadzać, widząc, jak pochłaniasz "Gran Turismo 6", na które czekałeś jedyne 15 godzin instalacji. Wydukałam, czy go obleczesz, bo może nam się niedługo przydać. Spojrzałeś znacząco. Gra nie miała już dla Ciebie znaczenia.



Pamiętam, że spokojnie wzięłam prysznic i dla psychicznej wygody ogarnęłam ogrodyWiedziałam, że skurcze w regularnych dziesięciminutowych odstępach są wczesnym objawem, że mamy jeszcze czas. Bezmyślnie przegądałam internety, ale nie mogąc zebrać myśli, padłam. Drzemka to jednak była, nie sen.




Pamiętam, że tego dnia na śniadanie jedliśmy jak zawsze owsiankę. Przed ósmą odstawiliśmy Gizmola do przedszkola, który tego dnia nie specjalnie protestował. Ale czuł zmiany, bo zamiast codziennego ha det! na odchodne usilnie próbował nas zatrzymać. Widok tych smutaśnych oczu rozczulił mnie. I wtedy do mnie dotarło, że dziś nie jego będę tulić do snu.



Pamiętam, jak z drogi dzwoniłam do szpitala. Dyżurna zebrała szczegółowy wywiad. Odpowiedziałam na każde jej pytanie dotyczące mojego stanu na tu i teraz. Nieskładnie wydukałam historię poprzedniego porodu. Pod koniec lekko już poirytowana podałam nazwisko i miejsce zamieszkania, by finalnie usłyszeć, że... jak chcę, to mogę przyjechać. Zbadają mnie. No, heloł!




Pamiętam, że z każdym kilometrem skurcze przybierały na sile. Skrupulatnie monitorowałeś odstępy między kolejnymi, a ja starałam się oswoić z tym, co przede mną. Zastanawiałam się, czy urodzę naturalnie. Czy będę mogła karmić piersią. Bardzo chciałam, by ona była zdrowa. I tęskniłam za Gizmo. O sobie nie myślałam wcale.



Pamiętam, gdy dojechaliśmy brzuchem szorowałam już po ziemi. Skurcze regularnie co cztery minuty. Nie ma szans żeby nas odesłali.



Pamiętam, jak zameldowaliśmy się na porodówce. Szerokim uśmiechem powitała nas położna Amelia. Boszz, jakże to odmienne od tego co w Polsce, pomyślałam.


Jedyne zdjęcie z porodówki. Tego dnia telefon odmówił posłuszeństwa 😉

Pamiętam, że dziwiło mnie, dlaczego nadal leżę w cywilnych ciuchach. Chciałam jak najszybciej wyswobodzić się rajtek i sukienki, która od dwóch miesięcy była już prawie moją drugą skórą. I było mi tak cholernie gorąco! W trakcie badania KTG poczułam niekontrolowany napływ śliny. I się porzygałam!



Pamiętam, jak przy badaniu rozwarcia położna z wielkim bananem na twarzy oznajmiła: - 5 centymetrów! Szyjka jest elastyczna, rozwiera się nawet do 7. Za godzinę powtórzymy badanie, a teraz proszę się przebrać. Cała w skowronkach wskoczyłam w szpitalną koszulę. - O, cała! To pierwsze, co mi ślina na język przyniosła.




Pamiętam jak skakałeś ze mną na piłce. Dialog z położną o kupie. I głupoty, które miały rozładować skurcze.
- Wiesz, cieszę się, że udało mi się zainstalować grę. 
- Tiaaa, a ja się cieszę, że mam rozwarcie na 5 centymetrów!



Pamiętam, jak mi tłumaczyłeś każde zdanie, chociaż o to nie prosiłam. Przecież jak się rodzi po ludzku język nie na znaczenia. Jak trzymałeś mnie w garści i spontanicznie komplementowałeś-Dajesz Mała, jesteś dzielna!



Pamiętam, że nie tak łatwo było zaprosić ją na ten świat.



Pamiętam, jak nagle lekarz zakomunikował, że muszą mnie wspomóc pompą. Jeśli ta próba się nie powiedzie, będą zmuszeni ciąć. Nie wiem, co bardziej mnie w tej chwili sparaliżowało. Ból porodu czy wizja cesarki. Tak bardzo nie chciałam. Drugi raz nie zniosłabym tego psychicznie.



Pamiętam, że jeszcze nigdy tak głośno nie krzyczałam. Lekarz zaparł się nogą. Ktoś inny naciął. Ze wszystkich sił spięłam się w sobie. I nagle poczułam niewyobrażalną ulgę. Udało się!



Pamiętam, jak lekarz zaprosił Cię bliżej, wręczył nożyczki i stałeś się ojcem. Potem szybko rozpięli mi koszulę i położyli ją na piersi. W tej jednej chwili wyłączyłam się ze świata. Ćpałam bliskość skóra w skórę. Nie widziałam, nic poza jej oczami. Nie słyszałam nic poza Twoim, kocham Cię. Nie czułam nic oprócz wszechogarniającego szczęścia i wdzięczności.


Pamiętam, że dzień wcześniej rozmawialiśmy o wspólnym porodzie. Nie wiedziałam jak zachowa się moje ciało. Ty nie powiedziałeś jednoznacznie tak. Ja nie namawiałam. Stanęło na tym, co ma być to będzie. I było tak jak to sobie wymarzyłam. Dziękuję, że byłeś z nami przez cały czas. Do końca. I od początku.

Albo go kocha, albo się uparła. Na dobre, na niedobre i na litość boską.
Wisława Szymborska "Portret kobiety"


Do następnego.
bastalena
TOP